Willy Wygodzinski

Spółdzielczość w Niemczech* [fragmenty]

* Willy Wygodzinski, Das Genossenschaftswesen in Deutschland, Leipzig und Berlin 1911, tłum. Bożena Kwiatkowska, oprac. Janusz Ossowski [fragment Księgi Trzeciej, rozdz. Spółdzielnie kredytowe, podrozdz. 16–19, s. 125–187].

Księga trzecia

Rozdział I

Spółdzielnie Kredytowe

Porównując oba kraje, w których współczesna spółdzielczość rozwinęła się najbardziej, czyli Niemcy i Anglię, widzimy niezwykle ciekawą różnicę. U naszych kuzynów po drugiej stronie kanału u podstaw dumnego rozkwitu spółdzielczości leżą niemal wyłącznie stowarzyszenia konsumenckie, u nas pośród 29.500 spółdzielni nie mniej niż około 17.000 to towarzystwa kredytowe, zaś dalszych 3.700 to rolne „spółdzielnie produkcyjne”. Towarzystwa kredytowe w liczbie równo 2.300 odgrywają przy tym stosunkowo niewielką rolę, znaczenie ich jednak, wraz ze wzrostem ich liczby, mimo protestów przeciwko nim, rośnie z dnia na dzień. Jeśli szukamy wyjaśnienia owego ekonomicznego fenomenu, nie musimy iść daleko: spółdzielczość w Anglii jest dzieckiem czasu wielkoprzemysłowej produkcji, spółdzielczość niemiecka rodziła się w czasach, gdy wielki przemysł w Niemczech był ledwo w powijakach. W Anglii spółdzielcy od początku wywodzili się spośród robotników fabrycznych, w Niemczech byli to głównie mali rolnicy i rzemieślnicy. Angielscy robotnicy nie odczuwali potrzeby zaciągania kredytów, chcieli taniej żywności. Niemieccy rolnicy jednak chcieli produkować, nie mniej od nich chcieli tego rzemieślnicy Schulzego – do tego potrzebny był im kredyt. Organizacje kredytowe w Niemczech zaczęły powstawać dopiero w połowie XIX wieku, wcześniej prości ludzie nie mieli żadnego źródła kredytu do dyspozycji, chyba że u lichwiarzy. Nie tylko w przypadku rzemiosła, także w rolnictwie rozwijały się początkowo niemal wyłącznie towarzystwa kredytowe; Raiffeisen w ogóle nie znosił żadnych innych spółdzielni oprócz kas oszczędnościowo-pożyczkowych, które obarczał rozwiązaniem wszystkich pojawiających się ekonomicznych potrzeb, a dopiero około dwóch dziesięcioleci lub niewiele wcześniej miał miejsce zwycięski pochód rolnych spółdzielni produkcyjnych. W Anglii ów okres indywidualnej małej produkcji już minął; rolnicy byli już „załatwieni”, panował już wielki przemysł. W takim rozmiarze, jak my wrastamy w wielki przemysł, rośnie też znaczenie spółdzielczej formy organizacyjnej robotnika w przemyśle, stowarzyszenia konsumenckiego, to zaś zaczyna poddawać w wątpliwość panowanie towarzystwa kredytowego. Znamienne jest, że socjaldemokracja ze swoim delikatnym wyczuciem realnych stosunków władzy, kieruje swoją uwagę, o ile uaktywnia się na niwie spółdzielczości, niemal wyłącznie na stowarzyszenia konsumenckie, zaś spółdzielnię produkcyjną, w której jeszcze Lassalle widział możliwość rozwiązania kwestii socjalnej, traktuje naprawdę po macoszemu. Ale nadal w Niemczech towarzystwo kredytowe jest dominującą formą spółdzielczości; od niego będziemy musieli rozpocząć nasze rozważania na temat ekonomicznego uruchomienia spółdzielni.

Zgodnie ze statystykami Pruskiej Kasy w dniu 1 stycznia 1908 r. spośród łącznie 16.106 spółdzielni kredytowych: 2.022 miało przeważający charakter miejski, 14.084 miało przeważający charakter wiejski […].

Ze statystyki owej wynika jednak bez wątpienia, że zaspokojenie kredytu rolnego w ramach spółdzielni kredytowych odgrywa największą rolę. Można to założyć już od początku, ponieważ inna forma bankowości na wsi nie mogłaby się rozszerzyć; zatem rolnicy, pomijając nieliczne wyjątki, przy pozyskiwaniu kredytu osobowego zdani są na spółdzielnie. Uwzględniając większy zasięg kredytów rolnych, usprawiedliwione będzie zajęcie się najpierw nimi, później zaś opisanie spółdzielczości kredytowej miejskiej.

 

16. Wiejskie stowarzyszenia oszczędnościowe i pożyczkowe

a) Istota rolnego kredytu osobowego

Wiejskie spółdzielnie kredytowe nazywane są tradycyjnie towarzystwami oszczędnościowo-pożyczkowymi, tak jak miejskie nazywane są bankami ludowymi. Terminologia owa ma jedynie podstawy historyczne; nie ma wewnętrznego powodu do takiego rozdziału, nawet jeśli spółdzielnie miejskie przeciętnie są zazwyczaj w swej konstrukcji bardziej podobne do banku. W każdym razie większość wiejskich spółdzielni kredytowych wykazuje cały szereg specjalnych cech, które wyjaśnić można specyfiką działalności ludności rolnej, której służą. Aby w pełni docenić znaczenie kas oszczędnościowo-pożyczkowych oraz zrozumieć ich organizację, musimy uzmysłowić sobie cechy istoty zakładu rolnego.

Chcąc krótko scharakteryzować istotę zakładu rolnego naszych czasów w Niemczech, możemy powiedzieć na przykład, że jest to w przeważającym stopniu chłopskie przedsiębiorstwo własne[…]. Jak wykazał spis zawodowy i przedsiębiorstw z roku 1907, z całkowitej powierzchni użytkowanej w rolnictwie na gospodarstwa chłopskie o wielkości 2–100 ha przypada 72,4% […]. Ogólnie na dzień 1 lipca 1909 r. działało 15. 158 rolniczych spółdzielni kredytowych […].

Mówiliśmy jednak o nie tylko przedsiębiorstwach chłopskich, lecz także o przedsiębiorstwach własnych. Równo 86% łącznej użytkowanej w rolnictwie powierzchni Niemiec to ziemia własna, podczas gdy na przykład w Anglii niemal sześć razy więcej ziemi użytkują dzierżawcy, nie zaś właściciele. Wyjaśnia to wspomniany powyżej fakt, że spółdzielnie rolnicze a zwłaszcza towarzystwa kredytowe tak trudno adaptują się w Anglii. Bo jasne jest, że zapotrzebowanie na kredyt u dzierżawcy ,w takich samych skądinąd warunkach, będzie dużo mniejsze, niż taka sama potrzeba w przypadku właściciela przedsiębiorstwa. On może cały swój kapitał wykorzystać jako kapitał zakładowy, podczas gdy właściciel, o ile nie jest bardzo bogatym człowiekiem, czuje się zmuszonym do angażowania swojego kapitału w dużej mierze w ziemię już przy zakupie, przy budowaniu budynków, przy melioracjach. Taka dysproporcja pomiędzy zapotrzebowaniem na kredyt u dzierżawcy i u właściciela zaostrza się z pokolenia na pokolenie. Przy każdym podziale spadku rośnie u nowego posiadacza potrzeba kredytu, ponieważ musi on spłacić współspadkobierców; dzierżawcy to nie dotyczy. Właściciel ziemi potrzebuje jednak w dużej mierze kredytu realnego jako takiego, zaś relacje pomiędzy obiema formami kredytu są w przypadku małorolnych tak ścisłe, że bezwarunkowo następuje manipulacja.

Rozpropagowywanie wiejskich spółdzielni kredytowych nastąpiło dopiero w latach sześćdziesiątych XIX wieku. W celu ujęcia istoty kredytu spółdzielczego musimy zatem zadać sobie pytanie, co spowodowało rozwój tej formy kredytu na wsi i jak kiedyś rolnik zaspokajał swoją potrzebę kredytu. Ponadto trzeba zadać sobie pytanie, z jakich innych źródeł może jeszcze skorzystać rolnik przy ubieganiu się o kredyt osobowy.

Chcąc ponownie trafnie scharakteryzować rozwój rolnictwa XIX wieku możemy powiedzieć, że chodzi o przejście od gospodarki naturalnej do gospodarki pieniężnej oraz o przejście od produkcji na potrzeby własne lub lokalne do produkcji dla rynku. […]

Dzisiaj dawni producenci żywności stali się jej konsumentami. Należy też przypomnieć, że wcześniej duża część nadreńskich miast przemysłowych ze swoim ogromnym nagromadzeniem ludności w ogóle jeszcze nie istniała, lub była na poziomie niewielkiego miasteczka rolniczego, którego mieszkańcy produkowali na swoje potrzeby. – Z jednej strony rynek produktów rolnych był zatem o wiele mniejszy, niż obecnie, ponieważ przeważająca większość potrzebowała produkować tylko na swoje potrzeby, zaś z drugiej strony przymus nadmiernej produkcji rynkowej był o wiele mniejszy. Chłopi płacili swoje podatki często jeszcze w naturze, jako dziesięciny […].

Na tę idyllę nałożyło się powstanie współczesnego państwa i nowoczesnego przemysłu. Krok za krokiem odbierano ziemię naturalnej gospodarce; państwo żądało pieniędzy, coraz więcej pieniędzy w gotówce, niż podatków; miasta były gotowe za zboże i mięso, jaja i owoce na swoich rynkach płacić pieniędzmi. Jednak tysiącletniego przyzwyczajenia nie odrzuca się tak prosto; chłop, najbardziej konserwatywny stan, nie potrafił tak łatwo odnaleźć się w tym świecie. Ci, którzy deklarowali gotowość pokazania mu nowej drogi, byli naprawdę wątpliwymi przywódcami; rzadko kiedy tak bardzo skarżono się na lichwę, jak w pierwszej połowie ubiegłego wieku. Historia wiejskiej spółdzielczości kredytowej, aż do czasów najnowszych, jest równocześnie historią walki przeciwko lichwie i historią wychowania rolnika do form i istoty współczesnej gospodarki pieniężnej. Jeśli przestudiujemy niezwykle interesujące badania Towarzystwa Polityki Socjalnej na temat wiejskich kredytów osobowych z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych [XIX w. – przyp. red.], zobaczymy, jak lichwiarze na wsi – co dla ekonomisty jest samo przez się zrozumiałe – zwalczeni zostali nie przez ściganie karne, lecz przez stworzenie odpowiednich źródeł kredytowania.

O ile początkowo celem ruchu spółdzielczego na wsi w przeważającej mierze było zwalczanie lichwy a następnie po prostu pozyskanie pieniędzy, to kierunek ten zmienił się pod wpływem konkurencji zagranicznej i rozwoju techniki. Rolnik musiał nie tylko produkować na potrzeby rynku, lecz coraz bardziej czuł się zmuszony do produkowania tanio, do prowadzenia gospodarki intensywnej, aby stawić czoła konkurencji, najpierw z Ameryki Północnej, zaś obecnie głównie z Ameryki Południowej. Musi on produkować intensywnie, inwestować w swoje przedsiębiorstwo coraz większy kapitał. Ekstensywne metody gospodarki, jak np. hodowla wełny owczej, są coraz bardziej wypierane. Kredyt konsumpcyjny zastępowany jest kredytem produkcyjnym. Ruch ten zaostrza się błyskawicznie; w obu ostatnich dziesięcioleciach XIX wieku zwycięstwo pozaeuropejskiej uprawy zbóż staje się faktem, którego nie można dłużej ignorować […]. Jeśli zatem widzimy, że wymagania wobec kapitału zakładowego w rolnictwie znacznie wzrosły, to musimy zadać sobie teraz pytanie, jakie specjalne wymagania należy postawić owej formie i rodzajowi kredytu zakładowego w rolnictwie i jakie instytucje kredytowe pozostają im do dyspozycji, aby następnie zagłębić się w specyficzne stosunki panujące w wiejskich spółdzielniach kredytowych. Będziemy mogli przy tym zaznaczyć na wstępie, że wielka posiadłość ziemska, jaką spotykamy we wschodnich prowincjach Prus, mniej nadaje się dla spółdzielczego kredytu zakładowego. To tam jest miejsce, jak to zobaczymy później, gdzie triumfy święcił spółdzielczy kredyt realny. O ile o kredyt osobowy względnie zakładowy ubiega się wielka posiadłość ziemska, ma ona do dyspozycji wielkie instytuty o charakterze banków. Zakładowy kredyt spółdzielczy jest kredytem dla średniego i małego przedsiębiorstwa rolnego.

Jeśli skontrolujemy raz handel i przemysł, innym razem rolnictwo i specjalne właściwości jego przedsiębiorstw, otrzymamy cały szereg różnic dla naszego problemu bardzo znaczących. Najważniejszą różnicą jest czas trwania produkcji. Handel i przemysł są w tej relacji niemal całkowicie swobodne; dane jest im dowolne tempo i dowolna powtarzalność produkcji lub obrotu w przeciągu roku. Kupiec może i musi opróżnić swój magazyn kilka razy w roku, fabrykant próbuje zawsze skrócić czas od dostarczenia surowca do wytworzenia gotowego produktu, zaś w większości gałęzi przemysłu wynosi on ledwie tygodnie albo nawet dni. Zupełnie inna i o wiele mniej korzystna jest tu sytuacja rolnika, który zależny jest od rytmu roku […]. – Jeśli wyciągniemy stąd wnioski dla kredytu zakładowego rolnika, to wyniknie z niego fakt, że musi on być długoterminowy, szczególnie w porównaniu do kredytu dla handlarza czy też przemysłowca, a także dłuższy, niż dla rzemieślnika. Dla potrzebującego kredytu rolnika nie ma zupełnie sensu, jeśli otrzyma on go na przykład na trzy miesiące, jak to bywa zazwyczaj w relacjach handlowych. Najkrótszy okres procesu produkcyjnego w przedsiębiorstwie rolnym – pomijając niewielkie specjalności – to okres dojrzewania zboża, a zatem od wczesnej wiosny do jesieni, lub jeśli, jak to byłoby ekonomicznie uzasadnione, doliczylibyśmy jeszcze okres młócenia, czyli do początku zimy. Przed tym czasem nie można osiągnąć produktu gotowego do sprzedaży.

Drugą specyfiką przedsiębiorstwa rolnego, co wynika z tego, co powiedzieliśmy przed chwilą, jest pozyskiwanie przez rolnika przychodów w ciągu roku nierównomiernie. Główne przychody przypadają regularnie w jesieni i zimie, jeśli sprzeda on zboże; poza tym, (o ile z główną gałęzią swojego działania pogodził jeszcze hodowlę bydła, warzyw, uprawę buraków cukrowych) ma jeszcze inne wpływy, odnośnie których w najgorszym przypadku nie można wnioskować niestety żadnej regularności. Rolnik jest całkowicie zależny od przyrody, względem której fabrykant w swojej produkcji jest całkowicie wolny. […]

– Z owego nieregularnego w ciągu roku rozdziału rolniczych dochodów wynika zatem po pierwsze to, że zakładowy kredyt rolniczy nie może być obliczony na zbyt krótki okres ; lecz także, że formy spłaty trzeba dostosować do specyfiki tej gałęzi działania. Musi to odbyć się przede wszystkim w takiej formie, żeby umożliwić spłaty w różnych wysokościach rat.

Trzecią zasadniczą różnicę pomiędzy produkcją rolną a produkcją przemysłowo-handlową można określić jako przejrzystość tego kredytu. Duszą kredytu jest, jak sama nazwa wskazuje, zaufanie. Ufać można jednak tylko temu, kogo się zna. Produkcja rolna leży z dala od centrów źródeł pieniędzy i kredytów, dla laika w swoich wynikach jest nieprzejrzysta, pozwala, przynajmniej w przypadku średnich i małych przedsiębiorstw, nie bez problemu na ogarnięcie jej poprzez wgląd do ksiąg rachunkowych. Zupełnie niezależnie od tego, że księgowość w przypadku małych rolników jeszcze naprawdę znajduje się w nieładzie, księgowość rolnicza, zwłaszcza z powodu oceny tak zwanych nierynkowych produktów pośrednich, niesie takie teoretyczne trudności, że nie łatwo jest ją zastosować jako dokumentację do występowania o kredyt. W jakże innej sytuacji są tu kupcy i przemysłowcy. Ich sytuacja jest dla kredytodawców o wiele bardziej przejrzysta, księgowość daje zupełnie inne punkty oparcia. Zatem od kredytu osobowego dla rolników trzeba będzie wymagać, żeby uwzględniał on owe relacje i był niejako przywiązany do miejsca. Chłop potrafi z pewnością, także bez zaglądania w księgi powiedzieć, jak się wiedzie jego sąsiadowi, czy jego gospodarstwo dobrze idzie, czy zasługuje on na kredyt. Towarzysz w zawodzie na miejscu, to słuszny wiejski kredytodawca, i od razu widzimy, że dla wiejskiego kredytu osobowego spółdzielnia jest właśnie idealną instytucją kredytowa. To, co powiedzieliśmy tu o rolnikach, nieprzejrzystości ich przedsiębiorstwa dla niefachowców, pomnożona jeszcze najczęściej przez brak odpowiedniej księgowości, odnosi się również do rzemieślników, i dlatego są oni tą grupą zawodową, w przypadku której forma spółdzielni kredytowej okazała się także szczególnie dobroczynna.

Przyjrzyjmy się teraz krótko, jakie instytucje kredytowe ma do dyspozycji rolnik – a cały czas mówimy o średnim i małym rolniku – aby następnie szczególnie zająć się spółdzielniami. Przy tym od początku należy powiedzieć, że właściwy kredyt bankowy jest niemal całkowicie wykluczony. Pozostają mu zatem: kredyt indywidualny, kasy oszczędności (mianowicie powiatowe kasy oszczędności) oraz właśnie spółdzielnie.

Kredyt indywidualny traci coraz bardziej swoje znaczenie. Jeszcze w połowie ubiegłego wieku był to czysty kredyt lichwiarski, obecnie jest głównie kredytem handlowym. Wielcy posiadacze ziemscy korzystają z niego jeszcze chętnie, są to (głównie na wchodzie) handlarze produktami w mieście powiatowym, którzy odgrywają jeszcze bardzo ważne ekonomiczne funkcje. Więcej wątpliwości budzi jednak ów kredyt handlowy dla chłopów. We wspomnianym już sprawozdaniu Stowarzyszenia Polityki Socjalnej pewien zachodniopruski sprawozdawca opisywał na przykład, jak chłop w 99 na 100 przypadków pozyskuje sobie pieniądze na chwilowe potrzeby od kupca. Może być to handlarz zbożem lub bydłem, który w Prusach Wschodnich i Zachodnich nazywa się faktorem lub kramarzem. Oprócz zboża, paszy i nawozów kramarz handluje wszystkim, czego człowiek potrzebuje, i o ile jest to możliwe, jest też właścicielem wiejskiej karczmy. W przypadku nieuczciwych pośredników transakcja handlowa przebiega mniej więcej tak: na początku oferuje się chłopu pożyczkę w sposób tak prosty, jak to tylko możliwe i daje mu się chętnie zaliczki, o ile ten zobowiąże się do sprzedawania swojego zboża za pośrednictwem tego faktora. Stopa procentowa dla takich pożyczek wynosi zwykle 6%; czasem kieruje się on dyskontem bankowym, który regularnie przekracza o 2, ba 3%. W najlepszym wypadku pożyczka jest wypłacana po potrąceniu oprocentowania za rok, często nawet mniej. Przy sprzedaży zboża pobiera się dalsze 2% prowizji, czasem także wtedy, gdy dostawa zboża następuje bezpośrednio, a zatem bez pośrednictwa owego kupca, do najbliższego młyna lub browaru. Jeśli faktor sam odbiera zboże, to naturalnie wybiera on moment niskich notowań na giełdzie dla zboża. Poza tym faktor namawia rolnika także do kupowania towarów, którymi sam handluje; ma to miejsce zwłaszcza przy okazji prolongaty weksla, przy czym odsetki skaczą na 8% lub nawet wyżej. Za towary bierze znowu do 10%. Sytuacje takie zostały już naturalnie w całości przezwyciężone, a to w dużej mierze dzięki spółdzielniom kredytowym.

Celom zakładowego kredytu rolniczego służą publiczne kasy oszczędności. Kasy oszczędności, które w Niemczech posiadają łącznie majątek w aktywach w wysokości około 13 miliardów marek, są obecnie jedną z najznaczniejszych sił finansowych; rozporządzają, jak to wyliczył Schmoller, kapitałem wyższym niż wielkie banki kredytowe. Takiego rozwoju nikt nie przewidywał, zaś oprócz wielkich, znanych powszechnie zalet, o których jednak nie będziemy się tu teraz rozwodzić, miały one także pewnie wady. Kasy oszczędnościowe zakładano pierwotnie po to, aby zwykłym ludziom, robotnikom, posłańcom itd. dać możliwość bezwarunkowo bezpiecznego inwestowania, a poprzez to wspierać tak ważny dla gospodarki pęd do oszczędzania. Zadaniu temu, które spełniły olśniewająco, służą one także obecnie o tyle, o ile wpłaty na jedną jedyną książeczkę przyjmują najczęściej do pewnej określonej wysokości, aby swoją działalność w miarę możliwości ograniczyć właśnie do małych ciułaczy. Obecnie jednak stały się one przede wszystkim dlatego wpływowe, ponieważ poza operacjami pasywnymi, przyjmowaniem oszczędności, zajęły się one operacjami aktywnymi, lokowaniem tych oszczędności – co w najdalej idącym wymiarze wpływa na działalność innych instytucji finansowych. W przypadku lokat oszczędnościowych chodzi głównie o pieniądze o krótkim okresie wypowiedzenia; właśnie zwykli ludzie, którym kasa oszczędności służy, muszą w każdym czasie mieć możliwość otrzymania z powrotem swoich zaoszczędzonych grosików. Pieniądze te, oddane na krótki okres , trzeba by zainwestować (przeważnie krótkoterminowo). Tak jednak wcale się nie dzieje.

W roku 1907 w Prusach tylko 3,53% całego kapitału kas oszczędnościowych było ulokowanych jako kredyt osobowy, a nie mniej niż 96,47% w innej formie, z czego 60,49% w hipotekach, zaś 23,83% w papierach wartościowych na okaziciela. Istnieją trzy powody takiej sytuacji. Po pierwsze, lokowanie tak dużego kapitału w kredyty osobowe nie jest łatwym zadaniem; o wiele wygodniej jest kupić obligacje państwowe lub oddać duże sumy na hipoteki. Służenie kredytowi osobowemu nie jest jednak w żadnym razie niemożliwe dla miejskich lub powiatowych kas oszczędnościowych. Drugim powodem jest dążenie państwa wszelkimi środkami do tego, aby kasy oszczędnościowe lokowały część swoich zasobów w jego pożyczki. Taka lokata pieniędzy jest przynajmniej mniej wątpliwa, niż lokata w hipoteki, ponieważ obligacje państwowe łatwiej można zrealizować, niż tamte; w przypadku kryzysów – i tylko w takich przypadkach, może dojść do „nalotu” na kasy oszczędnościowe – jednak wtedy poprzez wymuszoną realizację i – w konsekwencji – zbyt dużą ilość tych papierów na rynku może ucierpieć nawet kredyt państwowy. – Wreszcie trzecim powodem, dla którego kasy oszczędnościowe lubią duże transakcje […] są owe piękne nadwyżki, które one przynoszą i które zarówno miasta, jak i powiaty tak bardzo cenią. W relacji tej popełniono dużo różnych grzechów. Publiczne kasy oszczędności nie powinny właściwie przynosić nadwyżek, lecz powinny zadowalać się pokrywaniem kosztów administracyjnych i tworzeniem funduszy rezerwowych,[…] Jednak nadwyżkami kasy te pokrywały niektóre wydatki, które powinny być pokrywane z podatków lub w jakiś inny sposób. W ostatnich latach rząd uznał nawet za stosowne interweniować. Rozwój kas oszczędnościowych, lub wyraźmy to lepiej, rozwój nawyków oszczędzania, sam w sobie jest z każdego punktu widzenia mile widziany; nie można jednak zaprzeczyć, że publiczne kasy oszczędności spółdzielczym instytucjom pożyczkowym utrudniają czasem życie, wszelkimi środkami przyciągając do siebie krótkoterminowe pieniądze, wchodzące w grę głównie w przypadku kredytu osobowego. Tak, w ostatnich latach dochodziło do otwartych ataków kas oszczędności przeciwko spółdzielniom. Chciano, nawet jeśli bezskutecznie, odmówić nawet spółdzielniom prawa do noszenia nazwy „Kasa oszczędności” w nazwie firmy. Dotychczasowe doświadczenie wykazało jednak, że oba rodzaje instytucji znajdują dość przestrzeni dla swojej działalności.

b) Transakcje towarzystw oszczędnościowo-pożyczkowych

Ani kredyt indywidualny, ani publiczne kasy oszczędności nie były w stanie w wystarczającym stopniu uwzględnić potrzeby kredytu osobowego dla rolników. Stąd pozostają tylko spółdzielnie kredytowe lub, jak zgodnie ze swoją dwustronną działalnością są nazywane, kasy oszczędnościowo-pożyczkowe. Przypatrzmy się teraz owym obu stronom ich działalności, najpierw oddzielnie, następnie pod kątem ich wzajemnego na siebie oddziaływania.

Wspieranie działalności oszczędnościowej ukazuje się nam w kontekście działalności operacyjnej jako część działań, które należy określić jako transakcje pasywne; chodzi tu o wnoszenie środków zakładowych. Nawet jeśli pobudzanie oszczędności jest bardzo ważną kwestią, to taką samą usługę oferują również inne instytucje, głównie publiczne kasy oszczędności, podczas gdy udzielenie pożyczki osobowej, jak to już widzieliśmy, odbywa się tylko poprzez spółdzielnie kredytowe. Także historycznie rzecz biorąc, udzielanie kredytu należy traktować jako pierwsze zadanie kas oszczędnościowo-pożyczkowych. Podzielmy zatem celowo przyjmowanie oszczędności i związaną z tym analizę pozyskiwania środków zakładowych.

Jako środki zakładowe wchodzą w grę: 1. środki własne spółdzielni, 2. lokaty oszczędnościowe, zarówno członków spółdzielni, jak i nie-członków, 3. inne pożyczki, w szczególności kredyt kas centralnych.

Za środki własne spółdzielni uznajemy udziały wniesione przez członków oraz rezerwy spółdzielni. Jak już wiemy, Raiffeisen był zagorzałym przeciwnikiem udziałów firmowych; obawiał się, że utworzenie przynoszących procent udziałów doprowadzi do wniknięcia ducha zarobkowania do idei spółdzielczości. Gdy ustawa o spółdzielczości z roku 1889 nakazała obowiązkowo tworzenie udziałów, zaś związki spółdzielcze tak samo jak Pruska Kasa zdążały w tym samym kierunku, tradycja raiffeisenowska w tej relacji działa jeszcze ciągle bardzo silnie i jeszcze wiele spółdzielni wykazuje niewielkie, lub całkiem małe udziały swoich członków.

Zgodnie ze statystykami Związku Rzeszy za rok 1908, uwzględniającymi 12.161 wiejskich kas pożyczkowych (wraz z kasami Raiffeisena), przeciętny majątek przypadający na jednego członka wynosił 19 marek. Stawka ta – uznana przez sam Związek Rzeszy jako naprawdę niewystarczającą, wymagającą pilnego podwyższenia – oznacza bądź co bądź już jakiś postęp w stosunku do lat ubiegłych. Jednak także obecnie jest to tylko przeciętna kwota. Jak bardzo różnice owe zależą od polityki spółdzielczej, nie zaś od istoty spółdzielni jako takiej, wynika przykładowo z tego, że z trzech raportujących do urzędu statystycznego związków prowincji nadreńskiej związku Raiffeisena oraz składający się głównie ze spółdzielni raiffeisenowskich, Związek Koloński wykazują średnią kwotę w wysokości 8 lub 9 marek, podczas gdy Związek Boński budowany od początku na zasadach darmstadzkich wykazuje kwotę 99 marek. […] Udział w firmie, tzn. udział spółdzielcy w jego własnej instytucji (pomijając odpowiedzialność) musi być tak duży, aby osiągnąć efekt ekonomiczny i aby spółdzielca, także realnie a nie tylko na papierze, należał do spółdzielni. W przypadku coraz powszechniejszych towarzystw oszczędnościowo-pożyczkowych z ograniczoną odpowiedzialnością udział nie musi być tak duży, jak w przypadku spółdzielni z nieograniczoną odpowiedzialnością, jak długo spółdzielnie owe, jak to czasem ma miejsce, wymagają, aby odpowiednio do praw kredytowych, spółdzielca nabył udziały zakładowe. […]

Nieco lepiej wygląda sprawa z rezerwami (Reserven) i rezerwami zakładowymi (Betriebsrücklagen). Zgodnie z tymi samymi danymi statystycznymi wynosiły one średnio na spółdzielcę 39 marek. […] Majątek własny w żadnym razie nie jest jednak wystarczający (majątek zakładowy i rezerwy) jako kapitał zakładowy. W ogóle jest to nie do pomyślenia, ponieważ , jak już wspomniałem, u większości spółdzielców najsilniejszym czynnikiem motywacyjnym do przystępowania do spółdzielni była potrzeba otrzymania kredytu, a nie oszczędzania. Kapitał zakładowy wymaga zatem uzupełnienia, które dokonuje się w pierwszej linii poprzez wkłady oszczędnościowe.

Spółdzielnia systematycznie powinna zachęcać do oszczędzania. Zjazd Spółdzielni Rzeszy poddał liczne pomysły w tym kierunku; w roku 1900 w Halle zalecał tworzenie czeladniczych, robotniczych i dziecięcych kas oszczędności, karty i książeczki oszczędnościowe, odbieranie kwot oszczędności oraz otwieranie fili; są to pomysły, które, tak samo ideę domowych kas oszczędności, wielokrotnie powtarzał. Na zjeździe w Świnoujściu w roku 1909 podkreślał zagrożenie, jakie niosło ze sobą przenikanie bakowych kas depozytowych oraz odprowadzenie depozytów. W rzeczy samej niektóre doświadczenia ubiegłych lat pokazały, do jakich zwyrodnień prowadzi „polowanie na depozyty”. Mianowicie w przyrzeczeniach wysokiego oprocentowania, (co tak bardzo lubił haniebnie upadły Niederdeutsche Bank w Dortmund, który w żadnym razie nie był osamotniony w owym procederze) leży ów nadzwyczaj niezdrowy motyw wzajemnego podkupywania się, co swoje złe skutki pokazuje przede wszystkim w przypadku lokowania tych funduszy; jeśli wysokie procenty mają być wypracowane zasłużenie, zaczynają się ryzykowne transakcje. Spółdzielnia kredytowa powinna być naturalnym rezerwuarem funduszy oszczędnościowych dla swojego regionu.

Właściwe wkłady oszczędnościowe są jednoznaczne z wkładami na rachunku bieżącym. Owa, dla przedsiębiorstwa rolniczego z jego nieregularnymi przychodami, absolutnie odpowiednia forma transakcji ku naszej radości coraz szerzej przyjmuje się w wiejskich towarzystwach oszczędnościowych i pożyczkowych. I tak w roku 1908 średnio na spółdzielcę przypadało: wkład oszczędnościowy w wysokości 1.209 marek, wkład na bieżący rachunek oszczędnościowy w wysokości 251 marek […].

Zadaniem towarzystw oszczędnościowo-pożyczkowych jest wyrównanie popytu na pieniądz i jego podaży u spółdzielców. Nie może to pójść zbyt gładko, gdyż, jak już wielokrotnie wspominałem, pierwotna jest potrzeba kredytu. Czasem zdarza się, że w jakiejś spółdzielni w zamożnym regionie przeważają wkłady; z reguły jest jednak odwrotnie. Przede wszystkim zaś w ciągu roku znajdą się na pewno okresy, w których przeważać będą żądania. Pewnym uzupełnieniem zasady wyrównania jest przyciąganie wkładów oszczędnościowych i depozytów także od nie-spółdzielców. Jednak także dzięki temu spółdzielnie kredytowe, a zwłaszcza te wiejskie z ich niewielkim zasięgiem działania, nie zawsze będą w stanie w pełni pokryć zapotrzebowanie na kredyty. I tak bardzo szybko wymyślono, że dobrze będzie kontaktować się z innymi jednostkami w celu pozyskania pieniądza: zasobami prywatnymi, bankami, przede wszystkim jednak luki te muszą wypełnić kasy centralne. Niestety, nie dysponujemy informacjami o kontaktach wiejskich spółdzielni z osobami prywatnymi i bankami nie spółdzielczymi; zawiodły źródła informacji. Należy jednak założyć, że w tym celu na wsi, oprócz niewielu nieznaczących wyjątków, nawiązuje się kontakty z kasami centralnymi różnego stopnia. Działalnością kas centralnych zajmiemy odrębnie. Zakres korzystania z usług kas centralnych waha się naturalnie znacznie bardziej, niż kapitał własny i wkłady oszczędnościowe, ponieważ właśnie one muszą służyć jako wyrównanie dla okresowych silniejszych żądań […]. W końcu 1908 r. 12.161 towarzystw kas oszczędnościowych i pożyczkowych posiadało zgodnie z danymi statystycznymi Związku Rzeszy […] pasywa ogółem w wysokości: 1.730.407.976 marek.

Właściwe transakcje aktywne towarzystw kas oszczędnościowo-pożyczkowych to przyznanie kredytu osobowego. Kredyt ten musi odpowiadać warunkom chłopskiej gospodarki; musi jednak także uwzględniać ogólne zasady bankowości, zgodnie z którymi spółdzielnie same pozyskują swoje środki. Jak widzieliśmy, największa część środków zakładowych towarzystw kas oszczędnościowo-pożyczkowych składa się z wkładów oszczędnościowych: nie jest przy tym ważne, czy od spółdzielców, czy też od nie-spółdzielców. Owe wkłady oszczędnościowe to pieniądze krótkoterminowe; a zatem także pożyczki udzielane spółdzielcom muszą być krótkoterminowe. Gospodarstwo chłopskie nie potrzebuje jednak pieniędzy na zbyt krótki termin, jak na przykład kredyt wekslowy. Pomiędzy obiema tymi zasadami trzeba zatem koniecznie znaleźć kompromis. Gdy pierwsze spółdzielnie Raiffeisena szeroko dawały pieniądze na hipoteki, naruszało to elementarne zasady bankowości; naruszenie to wtedy, w latach sześćdziesiątych [XIX w. – przyp. red.], gdy brak był hipotecznych instytucji kredytowych dla małorolnych w prowincjach zachodnich, można jednak wybaczyć. Obecnie sytuacja jest inna; niezależnie od pojedynczych wyjątkowych wypadków, które zawsze można usprawiedliwić specyfiką czasu i miejsca, towarzystwa kas oszczędnościowo-pożyczkowych nie powinny dawać hipotek, a jeśli już, to najwyżej w takim zakresie, jak one same dysponują pieniędzmi powierzonymi im na dłuższe okresy. A tak jest właściwie tylko w przypadku funduszu rezerwowego. Żadnych innych środków zakładowych, oszczędności, wkładów na rachunki bieżące a także depozytów zakładowych nie mogą zatrzymywać na dłużej, niż na krótkie terminy. Wcale nie tak rzadkie przypadki przyznawania pożyczki hipotecznej na krótki okres wypowiedzenia (na kwartał), najostrzej sprzeciwiają się interesom dłużnika; niezaprzeczalną zasadą jest bowiem ta, że dla rolnej posiadłości ziemskiej w grę wchodzić powinien jedynie kredyt hipoteczny na długie terminy, właściwie dożywotni kredyt amortyzacyjny. Także interes wierzyciela, czyli spółdzielni, chroniony jest poprzez owe krótkie terminy wypowiedzenia jedynie pozornie; w przypadkach kryzysowych – a tylko w takich właściwie przypadkach praktycznie wypowiedzenie owo następuje – człowiek przecież nie jest w stanie w tak krótkim czasie zgromadzić pieniądze w inny sposób. W związku z tym związki walczą, nawet jeśli ostrożnie, przeciwko temu złemu obyczajowi; Związek Rzeszy chce dopuścić taką lokatę tylko wtedy, jeśli: po pierwsze, zachowana zostanie wypłacalność, oraz – jeśli nadal nie będzie zagrożona działalność dobroczynna kas, czyli ich właściwego zadania w postaci świadczenia kredytu osobowego. Z punktu widzenia spółdzielni, naturalnie należy dążyć do tego, aby nie lokować w hipotekach nadmiernych pieniędzy w transakcjach kredytu osobowego, lecz aby były one odprowadzane do kas centralnych. Dzieje się tak za rzadko, gdyż hipoteki dają wyższe odsetki, niż mogą to czynić kasy wyrównawcze.

Nawiasem mówiąc, nie wszystkie sumy wymienione w statystykach jako kredyty hipoteczne są takimi naprawdę. Hipoteka w formie hipoteki zabezpieczającej służy często jako podkładka dla regularnego kredytu osobowego, i jest bardzo godne pożałowania, że mimo wszelkich starań Związku Rzeszy nie można usunąć ze statystyk owego mylącego łącznego traktowania tych dwóch całkowicie różnych spraw. […]

Ogólnie przeważa oczywiście prawdziwy kredyt realny, pożyczanie odbywa się albo w formie pożyczki na ustalony termin lub na rachunek bieżący. W roku 1908 w przypadku spółdzielni kredytowych Związku Rzeszy mieliśmy następujące liczby [tabela 1 – przyp. red.]:

 

[Tabela 1.]

 

Na rachunku bieżącym

 

wypłaty na rzecz spółdzielców

wypłaty od spółdzielców

Łącznie

483 088 382 marek

461 409 845 marek

Średnio każda kasa

54 316 marek

51 878 marek

Średnio każdy spółdzielca

590 marek

563 marek

 

Wpłaty wyniosły średnio 96% wypłat, tak że rzeczywiście można mówić o rachunku bieżącym. Stosunek ten nie w każdym roku był korzystny; wahał się od roku 1900 pomiędzy 84% w roku 1897 (ciężka sytuacja na rynku pieniężnym) a 96% w roku 1904. […]

Relacja spłat wobec wypłat nie jest oczywiście tak dobra, jak w przypadku rachunków bieżących; 67% jest przynajmniej liczbą absolutnie zadowalającą. Nawet jeśli w roku 1904 spadła ona do 55%, nie ma powodu do niepokoju; ta ostatnia cyfra dowodzi, że pożyczki na stałe terminy spłacane są w ciągu przeciętnie dwóch lat. W warunkach rolnictwa jest to całkowicie zdrowa sytuacja; spółdzielnie Raiffeisena często mają jeszcze pięcioletnie okresy spłaty. Naturalnie zdarzają się przypadki, gdy pieniądz jest naprawdę dobrze ulokowany. […]. Relacja spłat wobec wypłat wyniosła 89%.

Na poszczególnych spółdzielców średnia kwota przyznanego kredytu wyniosła w ciągu roku 1908 – 685 marek, przy 586 marek spłat. Widać zatem, że spółdzielnie są naprawdę instytucjami małych kredytów.

Porównajmy wreszcie jeszcze łączne wierzytelności i zasoby wkładów. Zgodnie z bilansami w końcu roku 1908 wierzytelności kas pożyczkowych wynosiły u spółdzielców w markach [tabela 2 – przyp. red.]:

 

[Tabela 2.]

Łącznie

Średnio

 

na kasę

na spółdzielcę

Na rachunku bieżącym         411 418 896

41 233

457

Na ustalony okres czasu       967 516 598

96 375

996

Łącznie                               1 378 935 494.

 

 

 

Z kolei stan wkładów pieniężnych, które spłynęły z kas okręgowych wyglądał następująco [tabela 3 – przyp. red.]:

 

[Tabela 3.]

Łącznie

Średnio

 

na kasę

na spółdzielcę

Na rachunku bieżącym           188 438 683

22 078

251

Wkłady oszczędnościowe   1 338 317 583

110 049

1 204

Łącznie                               1 526 756 221

 

 

 

Mamy zatem pozytywny obraz pracy Towarzystw Kas Oszczędnościowo-pożyczkowych, nawet jeśli należy ponownie przypomnieć, że chodzi tu o średnie liczby w Rzeszy.

Do zasobów we wkładach doszedł jeszcze majątek własny kas w wysokości 64.674.428 marek, tak że zapotrzebowaniu na kapitał w wysokości równo 1379 milionów marek sprostać miał wniesiony samodzielnie fundusz w wysokości 1.592 milionów marek. […]

Najzwyklejszym dokumentem przyznania kredytu jest w spółdzielniach Raiffeisena ciągle jeszcze kwit dłużny z równoczesnym poręczeniem. Wymaganych jest dwóch poręczycieli; ponadto wymaga się najczęściej jeszcze poręczenia współmałżonki. Kredyt awalowy nie jest pozbawiony zastrzeżeń; w szczególności w stosunkach wiejskich, gdzie w końcu każdy kiedyś potrzebuje pieniędzy, może wystąpić zły obyczaj wzajemnego poręczania, co żądane bezpieczeństwo uczyni iluzorycznym. Ogólnie należy zatem wymagać częstego sprawdzania poręczeń, najlepiej co kwartał. Następnie należy troszczyć się o to, aby terminy spłat nie były zbyt długie, do czego skłaniały się dawniejsze towarzystwa. Jeśli pożyczkę na kwit dłużny i poręczenie przyznaje się na okres dłuższy niż rok, lub ją po roku prolonguje, należy wymagać rocznych spłat minimalnych i skrócić termin wypowiedzenia. Obowiązuje wypraktykowana w życiu reguła, nie tylko dla pożyczek tego rodzaju, lecz także przy przyznawaniu kredytów na rachunek bieżący, że pożyczkę na ponad 5 lat przyznaje się jedynie w sytuacjach wyjątkowych i tylko za specjalną zgodą zgromadzenia ogólnego, i że przy dłuższych terminach pożyczania wymagana jest co roku spłata odpowiedniej części, czyli przy pięcioletnim terminie co roku jedna piąta pożyczonej kwoty. Ma to potrójną przyczynę: zapobieganie, aby dłużnik popadł w zależność od pożyczonego kapitału, co może ostatecznie zachwiać bezpieczeństwem pożyczki; następnie dłużnika należy wychowywać w temacie gospodarowania pieniędzmi; wreszcie unika się w ten sposób sytuacji, w której środki finansowe spółdzielni, zamiast służyć wszystkim jej członkom, tkwią u jednego złego gospodarza.

Weksel nie jest rozpowszechniony wśród małorolnych. Właściwą idealną formą rolniczego kredytu osobowego, która równocześnie najlepiej pasuje do pasywnej strony spółdzielczego obrotu kredytami, jest rachunek bieżący (Kontokorrent – rachunek bankowy). Istota bieżącego rachunku polega jak wiadomo na udzielaniu nie określonej pożyczki, którą należy spłacić na raz lub w określonych kwotach cząstkowych, lecz na udzieleniu dłużnikowi, a zatem tu jednemu ze spółdzielców, od wierzyciela, a zatem tu od spółdzielni, kredytu, w ramach którego może on wedle uznania podejmować mniejsze lub większe kwoty. Nie jest on związany z określonymi terminami spłat, pomijając okazjonalnie występujące wymogi minimalnego obrotu w ciągu toku lub poprawy (oczyszczenia) jego długu do określonego terminu czasu. Płaci wtedy, gdy akurat osiąga dochód (zbiory, sprzedaż bydła, pieniądze za mleko itd.) i jest to przy tym nie tylko możliwe, lecz nawet taka jest istota rachunku bieżącego, że relacja owa od czasu do czasu odwraca się i spółdzielca staje się nie dłużnikiem, lecz wierzycielem spółdzielni. Każda ze stron takiego rachunku ma inną stopę procentową, zaś rozpiętość między nimi wynosi zazwyczaj ¾% do 1%. Możliwe jest także, że dany spółdzielca lub inny inwestor oszczędności w spółdzielni nigdy nie stanie się dłużnikiem, lecz utrzymuje tylko taki rachunek, jak inni utrzymują np. rachunek bankowy: aby nie przechowywać pieniędzy w domu, aby jego wkłady były przez cały czas oprocentowane, aby móc dysponować nimi za pomocą czeków. Prawdziwa kasa oszczędnościowo-pożyczkowa powinna w ogóle być dla spółdzielcy „bankiem”; obciążając jego konto powinna na żądanie w odpowiednim terminie opłacać mu podatki, składki ubezpieczeniowe, odsetki, odwrotnie powinna przyjmować dla niego pieniądze, doradzać w interesach i robić wszystko, jak bank.

Dokumentem kredytowym nie zawsze jest ten sam dokument. W spółdzielniach wiejskich warunkują to równość warunków życia i ekonomicznych, jak również ścisłość współżycia, tak że materialne stosunki każdego spółdzielcy znane są całej wsi, i każda zmiana jego sytuacji życiowej lub jego osobistego zachowania, o ile jest to ważne dla relacji ekonomicznych (hazard! pijaństwo!), nie dadzą się ukryć. I tak kredytowanie – w szczególności w przypadku nieograniczonej odpowiedzialności cywilnej – odbywa się chyba tylko na taką odpowiedzialność. Poręczenie, hipoteka zabezpieczająca, zdeponowanie papierów wartościowych są dalszymi środkami zabezpieczenia udzielonego kredytu. Decydującą sprawą jest naturalnie słuszne wymierzenie jego wysokości.

Ustawa o spółdzielczości mówi w § 49, że zgromadzenie ogólne ma wyznaczyć granicę, której trzeba przestrzegać przy udzielaniu kredytu spółdzielcom. Ustalenia te odnoszące się nawiasem mówiąc do wszystkich rodzajów spółdzielni, nie tylko do towarzystw kredytowych, konieczne są z podwójnego punktu widzenia: zapobiegają niesprawiedliwemu preferowaniu poszczególnych spółdzielców oraz ograniczają stratę, na którą mogła by spółdzielnia być narażona w razie przepadku mienia jednego z spółdzielców. Nie ma nic głupszego, niż sytuacja, w której towarzystwo kredytowe udzieli pojedynczemu spółdzielcy kredytu zbyt dużego w stosunku do środków spółdzielczych. Z zasady nie odpowiada to regułom spółdzielczości; spółdzielnia jest tworem demokratycznym, w sensie tak w ekonomicznym, jak i społecznym, i w całości powinna obejmować tylko członków o tym samym społecznym poziomie. Kredyt wykraczający poza możliwości finansowe spółdzielni powinien w ogóle pozostawać w gestii innej instancji, najczęściej banku. […] Ustalenie kredytu powinno przebiegać w dwojaki sposób. Po pierwsze trzeba ustalić, w jakiej wysokości należy ustanowić granicę dla różnych rodzajów kredytu; jasne jest, że dobre papiery wartościowe są pewniejsze, niż dyskontowanie weksli lub udzielenie pożyczki na poręczenie lub w ogóle tylko na przejętą odpowiedzialność.

Zatem wysokość poszczególnych rodzajów kredytów należy ustalać według rodzajów ich zabezpieczenia. Ponadto zgromadzenie ogólne musi ustalić wysokość kredytu łącznego, którego można udzielić każdemu poszczególnemu spółdzielcy. Ustalenie to nie musi być dokonane raz na zawsze, tak żeby każdy spółdzielca z góry związany był z maksymalną sumą kredytu przyznaną mu przy wstępowaniu do spółdzielni. Zaleca się nawet obranie drogi odwrotnej, czyli na początku ustalenie niskich kwot kredytów, następnie – zależnie od potrzeb i możliwości – podwyższanie ich. Tą drogą osiągamy podwójny cel, najpierw poznajemy spółdzielcę, jego punktualność przy spłacaniu rat, jego osobowość jako biznesmena, ponadto można całą działalność spółdzielni wzmacniać w jej rozwoju, zamiast od początku nadmiernie forsować. Spółdzielnia jest przecież tak samo dłużniczką, jak i wierzycielką, nie tylko udziela kredytu, musi go także otrzymać. – Ponadto można zastosować jeszcze szczególne środki ostrożności, na przykład udzielenie kredytu w większych sumach zawsze w pojedynczych przypadkach, niezależnie od ogólnego przyzwolenia zgromadzenia ogólnego, uzależnić od zezwolenia rady nadzorczej, tak samo zgodę na kredyt wekslowy; w przypadku spółdzielni większych można połączyć działania zarządu, rady nadzorczej oraz specjalnej komisji ds. kredytów. […]

Czysty zysk spółdzielni udzielających danych do urzędu statystycznego Rzeszy wygląda bardzo różnie, zależnie od tego, czy odnoszony jest do całego kapitału zakładowego, czy też do depozytów zakładowych. Ponieważ te ostatnie są bardzo niewielkie, a zatem są małą cząstką łącznego kapitału zakładowego, stosunek ten jest wysoki; w roku 1908 wyniósł 31%; w przeliczeniu na cały kapitał zakładowy czyni to jedynie 0,4%. Osiąganie wysokich zysków nie jest oczywiście zadaniem spółdzielni kredytowych; o wiele bardziej powinny one skupiać się możliwie niskich wymaganiach odsetkowych wobec spółdzielców, względnie na możliwie dobrym oprocentowaniu lokowanych w nich wkładach. W rzeczy samej majątki firmowe oprocentowane są najczęściej w wysokości tylko 4% i niżej, zaś reszta zysków przeznaczana jest na rezerwy. Zysk i strata rozkładają się naturalnie także bardzo różnie. 138 spółdzielni miało bilans roczny bez zysku i straty; 10.9945 towarzystw kredytowych miało razem 7.980.612 (średnio 729) marek zysku, zaś 1078 towarzystw razem 1.364.373 (średnio 1266) marek straty.

W końcu należy jeszcze wspomnieć, ze stale rosnąca liczba kas przejmuje zakup rolnych artykułów pierwszej potrzeby oraz sprzedaż produktów rolnych dla swoich członków. Pierwotnie zresztą kasy Raiffeisena zadanie to spełniały, zgodnie z zamiarami ich założyciela, aż do czasu, gdy później założono własne spółdzielnie do nabywania i zbytu. Będą to tylko częściowo stare kasy Raiffeisena, które jeszcze teraz dodatkowe zajmują się tą gałęzią interesów, częściowo zaś nowszymi kasami w tych miejscach, w których specjalne spółdzielnie kupna i sprzedaży nie istnieją. […]

Właściwe operacje towarzystw oszczędnościowo-pożyczkowych to nadal przyjmowanie oszczędności i udzielanie pożyczek. W przypadku wielokrotnie opisywanej specyfiki zakładu rolnego, który nie korzysta ze zbyt krótkich pożyczek, można by jeszcze teraz pytanie, czy obie główne strony transakcji kas pożyczkowych z punktu widzenia bankowego dokładnie odpowiadają sobie wzajemnie, innymi słowami, czy kasy pożyczkowe są wypłacalne. Wymogi stawiane wobec wypłacalności kas oszczędnościowo-pożyczkowych, często były w kręgach spółdzielczych bodźcem do przemyśleń, których wyrazem jest postanowienie komisji łącznej Kasy Pruskiej. Zgodnie z nim w celu utrzymania wypłacalności poszczególnych kas komisja wymaga zastosowania następujących środków:

Muszą one – zależnie od sytuacji i pozostałych stosunków, w szczególności od wysokości własnego majątku, rodzaju wkładu w zakłady stowarzyszeń, warunków wypowiedzenia dla wkładów – móc udostępnić 20 do 30% swoich wkładów w kasie stowarzyszenia. A zatem ich otwarty kredyt wraz z ewentualnym majątkiem musi wynosić w kasie stowarzyszenia 20 do 30% ich wkładów. Można się zadowolić 20%, o ile spełnione będą wszystkie przesłanki wymienione w punktach a do d, z kolei trzeba wymagać 30%, jeśli nie wszystkie one są spełnione.

  1. Przynajmniej 30% wkładów należy ulokować w wierzytelnościach płatnych w ramach następnego okresu zbiorów.
  2. Kapitał własny musi być doprowadzony do odpowiedniej relacji wobec środków obcych. W celu szybkiego zebrania rezerw pożądany jest dalej w kasach oszczędnościowo-pożyczkowych, o ile w ogóle wypłacają dywidendy, ich statutowe ograniczenie do 4%.
  3. Środki oszczędnościowe i depozytowe o wyższych kwotach należy przyjmować tylko na dłuższe, także w zwykłych czasach rzeczywiście możliwe do dotrzymania terminy wypowiedzenia i za odpowiednio wyższe stopy procentowe.
  4. Spółdzielnie muszą wobec swoich kas związkowych stać w stosunku wyłącznościowym.

 

Jak dalece poszczególne spółdzielnie spełniają owe wymogi – nawiasem mówiąc niezbyt obszerne – można by stwierdzić jedynie na drodze obszernych zindywidualizowanych badań statystycznych. […]

Kwestia płynności nie może przestać zajmować rolniczych kas oszczędnościowo-pożyczkowych. Chodzi przy tym przecież nie tylko o ich własną zdolność do pracy, lecz nawet o ich egzystencję. Kasy muszą stale zdawać sobie sprawę z tego, że są administratorami powierzonego im ogromnego majątku, który już obecnie wynosi równo półtora miliarda. Majątek ten przedstawia w dużej mierze zaoszczędzony grosz zwykłych i najzwyklejszych ludzi, którego nie wolno postawić w sytuacji zagrożenia. Jak długo wszystko w świecie zewnętrznym przebiega gładko, kasy także są poza niebezpieczeństwem; próbą ogniową byłoby dla nich po pierwsze przetrwanie jakiegoś powszechnego kryzysu. Stąd konieczna jest wytrwała praca nad umacnianiem kas oszczędnościowo-pożyczkowych, aby trwały nadal w tak dobrej kondycji, jak po pół wieku pracy.

 

17. Spółdzielnie kredytowe miejskie

Pojęcie kredytowych spółdzielni miejskich nie jest tak jednoznaczne, jak pojęcie spółdzielni wiejskich. Różnica odnosi się po pierwsze do miejsca ich działania; z owej różnicy lokalizacji wywodzą się jednak równocześnie głębsze różnice dotyczące istoty tej instytucji.

Spółdzielnie kredytowe wiejskie służą rolnictwu; poza rolnikami należą do nich – i to zazwyczaj w funkcjach kierowniczych – w naturalnie niewielkim ciągle jeszcze stopniu głównie nauczyciele, duchowni, urzędnicy administracyjni. Takie ograniczenie ich działania do jednego zawodu nadaje z góry kierunek i granice możliwości rozszerzenia pola działania.

Zgodnie z życzeniem Schulzego miejskie spółdzielnie kredytowe miały służyć „zaspokojeniu potrzeb kredytowych całemu stanowi średniemu w mieście i na wsi”. Tej uniwersalnej zasady spółdzielni kredytowych zasadniczo trzymał się Związek Powszechny; wielokrotnie protestował przeciwko tworzeniu spółdzielni kredytowych przeznaczonych dla poszczególnych grup społecznych (rzemieślników, właścicieli domów). I rzeczywiście, w spółdzielniach Związku Powszechnego stale widzimy mieszaninę grup zawodowych. […]

Pierwszą grupę stanowią rolnicy, fabrykanci, rzemieślnicy, kupcy, transportowcy; drugą zaś niezależni robotnicy i urzędnicy, zawody wolne oraz emeryci. Można z góry założyć, że pierwsza grupa spółdzielnie kredytowe traktuje nie tylko jako możliwość oszczędzania, lecz przede wszystkim jako źródło kredytu, podczas gdy robotnicy, przedstawiciele wolnych zawodów oraz emeryci stali się ich członkami chyba przede wszystkim dla osiągnięcia dobrego oprocentowania swoich pieniędzy. Stąd wynikałaby stosunkowo wysoka liczba członków tylko wierzycieli. Przypuszczenie to potwierdzają dalsze dane statystyczne, zgodnie z którymi spośród łącznie 627.192 członków tylko 375.557 wzięło kredyty. Dla spółdzielni wiejskich nie posiadamy niestety odpowiednich danych; można jednak założyć, że członkowie-dłużnicy w znacznej mierze w nich przeważają. […] Jak bardzo skład kas wpływa na ich całą działalność, pokaże porównanie czasów obrotu kapitałem.

Zgodnie z obliczeniem „informacji odnośnie statystyk spółdzielczych” na rok 1908 na jednego spółdzielcę przypadało [tabela 4 – przyp. red.]:

 

[Tabela 4.]

 

Kredyt

 

przyznany w ciągu roku

brakujący w końcu roku

w Związku Powszechnym

6.071 marek

1.834 marek

w Związku Rzeszy

(wraz z Raiffeisenem)

696 marek

1.196 marek

 

Wynika z tego, że w Związku Powszechnym kapitałem obracano trzykrotnie w ciągu roku, zaś w Związku Rzeszy tylko co dwa lata, co w pełni wynika z omawianej wcześniej specyfiki zakładowego kredytu rolnego. Niestety, właśnie tutaj dane statystyczne Związku Głównego ukazują znaczącą lukę, gdyż nie dają informacji o udzielonych kredytach; z porównania kredytów brakujących w końcu roku z aktywami można jednak wnioskować, że w ich przypadku relacje te wyglądają podobnie do Związku Powszechnego.

Nie jest łatwo uzyskać jasny obraz rzeczywistych ekonomicznych działań miejskich kas kredytowych, a to z powodu ich skomplikowanego składu członkowskiego. Jeśli jakiś mistrz kowalski w Nakel, emerytka w Wiesbaden lub jakiś kupiec w Berlinie skorzystają z kredytu w kasie kredytowej, to są to trzy ogólnie nieporównywalne wielkości. Emerytce z Wiesbaden jej związek zaliczkowy daje 7% dywidendy za depozyt oraz dobre oprocentowanie za jej niewielkie wkłady oszczędnościowe; dla kupca kasa jest bankiem takim samym, jak inne; kowal nie dostanie kredytu nigdzie indziej, zatem niezbędnie potrzebuje takiej kasy. Jeśli pominiemy omówionych już wcześniej rolników, to najważniejszymi grupami pozostaną przemysłowcy, obsługujący się w bankach narodowych, kupcy i rzemieślnicy. Dla niewielkich kupców bank narodowy oznacza urząd banku regionalnego wykorzystanego przez duży bank, z którym obcować nie jest mu łatwo, albo jest to niemożliwe, lub również urząd dawnego bankiera prywatnego. Dla rzemieślnika bank narodowy jest ogólnie źródłem kredytu.

W związku z tym wyjaśnienie całej kwestii rzemieślników nie jest możliwe; w swoim działaniu rzemiosło zależy od jeszcze bardziej znaczących spraw, niż kredyt. Można stwierdzić to bez wielkich wątpliwości; z drugiej strony kwestia kredytu jest dla rzemiosła w każdych warunkach sprawą ważną; o ile rzemiosło ma przetrwać lub rozwijać się, musi mieć kredyt i to w formie odpowiadającej jego specyficznym potrzebom; jest to mały kredyt na godnych warunkach na niezbyt krótki okres.

Notabene, nie chcemy przez to powiedzieć, że po otrzymaniu kredytu rzemiosło na pewno będzie się rozwijać, lecz odwrotnie: bez kredytu jego rozwój jest wykluczony. […]

Zanim jednak zajmiemy się rzeczywistymi działaniami miejskich związków kredytowych, należy wyjaśnić zasady, według których pracują. Zostały one spisane w wydanych pod tytułem „Związki zaliczkowe i kredytowe jako banki narodowe” „praktycznych wskazówkach” Schulzego, które ukazały się po raz pierwszy w roku 1855 […].

Usilnie, zgodnie z dawnymi tradycjami Schulze, podkreśla się w nich znaczenie własnego majątku spółdzielni. Nawet jeśli cały kapitał zakładowy z łatwością można uzyskać drogą kredytowania, nie wolno ani na chwilę stracić z oczu kwestii tworzenia kapitału własnego; dopiero przez to spółdzielnia może w swoich działaniach uzyskać niezbędne mocne podstawy. Podkreśla się tu możliwość wycofania obcych funduszy, moralne znaczenie zaangażowania kapitału własnego, utrzymanie płynności finansowej. W szczególności napomina się banki narodowe, aby równolegle do wzrostu kapitału obcego powiększały one kapitał własny lub, gdzie ta ostatnia kwestia w odpowiednim postępie nie wydaje się być celowa, ograniczać przyjmowanie obcych środków nawet kosztem własnych interesów, niż rozwijać je na niesolidnej podstawie. Podkreśla się wielkie znaczenie posiadania rezerwy, która – w przeciwieństwie do depozytów członków występujących ze spółdzielni – w każdej sytuacji pozostanie w jej majątku. Tworzenie rezerw powinno w mniejszym stopniu odbywać się poprzez pobieranie wpłat za członkowstwo, które, aby nie spychać spółdzielni na drogę kapitalistyczną, nie powinny być zależne od wysokości funduszu rezerwowego lub udziałów, lecz być jednolitą opłatą w wysokości najwyżej 5 marek; o wiele słuszniej byłoby od początku przekazywać na tę rezerwę określoną część czystego zysku, w pierwszych latach możliwie wysoką. W kwestii wysokości rezerwy praktyka wykazuje jako najprostszą miarę określoną relację względem kapitału zakładowego (depozyty, rezerwy i fundusze obce), ponieważ z jego zastosowania mogą wyniknąć straty; najkorzystniejsza wydaje się stopa 10% kapitału zakładowego. Obok obowiązkowego głównego funduszu rezerwowego przeznaczonego na pokrycie strat bilansowych, zaleca się także tworzenie rezerw specjalnych: rezerwy dla zabezpieczenia przed skutkami strat kursowych, rezerwy na wątpliwe transakcje spoza stanu, rezerwy wyrównawcze dla pokrycia szczególnych strat.

Udziały firmowe (Geschäftsanteile) powinny w małych kasach wynosić co najmniej 300 marek. Dopuszczalne za to byłoby stopniowe wpłacanie ich w mniejszych sumach, aby do spółdzielni mogły należeć także osoby mniej zamożne. Należałoby jednak przestrzegać punktualności takich wpłat. Im mniejsze byłyby możliwości finansowe niewielkiego spółdzielcy na początku jego udziału w spółdzielni, tym większą uwagę należałoby zwracać na obyczajność jego postępowania. Można by to osiągnąć przez zobowiązywanie każdego wstępującego do takich właśnie regularnych wpłat. „Z góry troszczyć się o zabezpieczenie wkładów pieniężnych, aby w szeregu spółdzielców nie pozostawać w tyle przy wypełnianiu przyjętych obowiązków, a jeśli miałoby do tego dojść, to zrezygnować w tym momencie z jakichś nawet dozwolonych przyjemności, aby zapewnić ową regularność – to wymaga zrozumienia i energii, bez pielęgnowania obu tych cech, bez solidnej podstawy obyczajowej w kręgu spółdzielców spółdzielnia nie może się rozwijać. Udowodnienie swojej przydatności i zdolności możliwe jest poprzez właśnie regularne wpłacanie rat, które to przyzwyczajenie przeniesie się też na porządek we własnym gospodarstwie”. Takie ujęcie sprawy jest absolutnie uzasadnione; w rzeczy samej osoba ubiegająca się o kredyt nie może lepiej udowodnić swojej wiarygodności kredytowej, niż przez właśnie takie oszczędzanie. Jak wiadomo banki narodowe wspierają takie oszczędzanie poprzez swoją politykę dywidendową; zaleca się stosowanie „dywidend przekraczających zwykłe oprocentowanie kapitału”; zwraca się także usilnie uwagę na to, że taka nieco wyższa dywidenda pomoże zdobyć i utrzymać pewną klasę członków, na których kasom tym szczególnie powinno zależeć, mianowicie „zamożniejszych spośród niskiego stanu osób pracujących w przemyśle, które dla wyższych emerytur chętnie podejmą ryzyko zawarcia jakiejś transakcji w kręgu działania cieszącym się ich sympatią”. Ludzie „wnoszący więcej pieniędzy, niż pobierający”, mają dużą wartość; a my już wskazywaliśmy, w jakim zakresie udało się bankom narodowym zdobyć takich „towarzyszy-wierzycieli”.

Największą część kapitału zakładowego trzeba naturalnie pozyskać poprzez przyciągnięcie środków obcych. Związek Powszechny zasadniczo przeciwny jest kredytowi bankowemu, za szczególnie podejrzaną uważa Kasę Pruską. Zgodnie z zadaniami banków kredyt taki mógłby być wyjściem jedynie przejściowym; spółdzielnie kredytowe potrzebują jednak przecież stale kapitału zakładowego i dlatego w grę wchodzi dla nich przyjmowanie pieniędzy jedynie od osób prywatnych, podczas gdy kredyt bankowy byłby jedynie formą wspomożenia się w sytuacji niezbędnej i w normalnej sytuacji nie byłby stosowany. W owym zasadniczym odrzucaniu kredytu bankowego leży jedna z zasadniczych różnic banków ludowych Schulzego względem innych spółdzielni kredytowych.

Cel i istota banków narodowych kieruje się właściwie w przypadku pozyskiwania ich kapitału zakładowego raczej na lokaty oszczędnościowe; w grę wchodzą ich własne potrzeby, które w niektórych miejscach nie da się zaspokoić w wystarczającym wymiarze, jak potrzeby samych ciułaczy. Jasne jest, że należy przy tym obniżyć stopę oprocentowania zgodnie z terminem wypowiedzenia. Ruch depozytów i rachunek bieżący bez kredytu pod względem ekonomicznym należy postawić na równi z ruchem oszczędnościowym, tak samo jak i szczególnie pielęgnowany przez banki narodowe ruch czekowy; wszystkie one przyczyniają spółdzielni środków zakładowych. W celu pokrycia tymczasowych większych roszczeń należy pozyskać pożyczki u osób prywatnych, spółek lub spółdzielni. Do „obcych” środków zakładowych należą także zobowiązania giro oraz własne akcepty, co ma szczególne znaczenie dla płynności finansowej.

Transakcje aktywne banku narodowego, jak w wiejskich kasach oszczędnościowo-pożyczkowych, kończą się przyznaniem kredytu osobowego. Odpowiednio do rozwiniętych relacji miejskich kredyt na list dłużny (Schuldschein) oraz czysty kredyt na poręczenie ustępują, zaś na znaczeniu zyskują kredyt wekslowy oraz dyskontowanie weksli transakcyjnych; pewną rolę odgrywają także kredyt akceptowy oraz kredyt kaucyjny. W przypadku kredytu rewolwingowego podkreśla się, że z powodu niepewnego momentu powrotu pieniędzy stawia on wyższe wymagania kierownictwu spółdzielni aniżeli kredyt udzielony na ustalony okres.

Jeśli chodzi o zabezpieczenie kredytu, to dobrą opinią cieszy się poręczenie, ponieważ poręczyciel najlepiej potrafi kontrolować swojego dłużnika. Ponadto jako zastaw zaleca się hipotekę zabezpieczającą oraz zastawienie rzeczy ruchomych i wierzytelności. Liczby podane poniżej wykażą, jak dalece instytucje stosują się do owych rad. […] Relacja środków własnych wobec obcych (27,77%) jest zatem naprawdę korzystna. Depozyty wynoszą średnio na spółdzielcę 354,2 marki. Ustawiczne działanie Związku na rzecz wzmocnienia kapitału własnego przynosi tu szczególnie dobre owoce; średnia depozytu stale rośnie. […] Spośród 914 spółdzielni kredytowych 567 mają nieograniczoną odpowiedzialność, 347 ograniczoną. W większości tych ostatnich (311) suma odpowiedzialności wahała się, stosownie do postanowienia Powszechnego Zjazdu Spółdzielni, pomiędzy wysokością udziału w firmie a jego potrójną wartością.

Odnośnie rezerw należy zauważyć, że Związek Powszechny obstaje przy stworzeniu obok ustawowo wymaganej rezerwy głównej dalszych funduszy nadwyżkowych (Rücklagefonds), i to skutecznie, tak że tylko 54 spółdzielnie kredytowe ograniczają się do owych ustawowych rezerw głównych. Na fundusze rezerw głównych przypada z przytoczonych powyżej 89 milionów 52,5 miliona; ponad jedna trzecia rezerw przeznaczona jest zatem na cele specjalne, w szczególności na pokrycie strat wynikających z właściwej działalności kredytowej oraz na utrzymanie równomiernego poziomu dywidendy.

W godny podziękowania sposób statystyki Związku koncentrują swoją uwagę na funduszach obcych i umożliwiają dzięki temu szczególnie dobry wgląd w prowadzenie działalności banków narodowych. Rozdział funduszy wyglądał następująco [tabela 5 – przyp. red.]:

 

[Tabela 5.]

długoterminowe pożyczki (w przypadku 590 spółdzielni)

460 257 304 marek

spłacane natychmiast lub w ciągu trzech miesięcy (czeki, wkłady oszczędnościowe) (w przypadku 766 spółdzielni)

425 503 997 marek

inne pieniądze obce (443 spółdzielni)

32 567 025 marek

długi na rachunku bankowym (504 spółdzielni)

117 617 752 marek

zobowiązania z przyjęcia weksli ciągnionych

(Akzeptverbindlichkeiten)

11 522 289 marek

długi hipoteczne

13356 970 marek

 

W celu uzupełnienia obrazu środków obcych należy jeszcze wspomnieć, że spółdzielnie miały jeszcze zobowiązania giro w wysokości 35.867.324 marek. Oprocentowanie środków obcych, tych krótko- i długoterminowych wyniosło przeciętnie 3,65%. Jeśli chodzi teraz o transakcje pożyczkowe, to łączna suma kredytów przyznanych w ciągu roku przez 914 spółdzielni kredytowych, które podały informację do statystyk, wyniosła wraz z prolongatami 3.693.173.198 lub średnio na spółdzielnię 4.040.671 marek. […] Odnośnie hipotek należy od razu wspomnieć, że w roku 1909 po raz pierwszy nie zostały ujęte prolongaty wynoszące nie mniej niż 34 miliony marek; w pozostałych przypadkach reprezentują one wielokrotnie tylko pewne zabezpieczenie zwykłych kredytów zaliczkowych. Największa część wzrostów, zakładając ich porównywalność, przypada na transakcje dyskontowe i rachunków bankowych. […] Łączna suma nowo przez spółdzielnie należące do Związku przyznanych na ustalony cel kredytów w kwocie 381.052.662 marek dzieli się według ich zabezpieczeń na [tabela 6 – przyp. red.]:

 

[Tabela 6.]

 

bez szczególnego zabezpieczenia

1,89 %

za poręczeniem

78,76 %

na zastaw

13,96 %

na zabezpieczenie hipoteczne

5,39 %

 

Zobowiązania awalowe (przejęcie poręczeń, żądanie kaucji itd. dla spółdzielców przy pomocy akceptów awalowych) wykazało 121 spółdzielni w wysokości 7.723.444 marek. Stopy oprocentowania aktywów wynosiły w większości spółdzielni kredytowych 4,5 do 5,5%. 297 spółdzielni kredytowych miało straty o łącznej wartości 1.295.509 marek, które m.in. pokryte będą z czystego zysku zaś 594.839 marek z rezerw oraz przez odpisy z depozytów. Czysty zysk wyniósł 18.703.086 marek co równa się 1,31% całkowitego kapitału zakładowego i 8,67% depozytów. Rozdzielenie zysku przeprowadzono w następujący sposób [tabela 7 – przyp. red.]:

 

[Tabela 7.]

dopisanie do rezerw

5 533 398 marek

udziały w zyskach na rzecz spółdzielców

11 455 578 marek

tantiemy

572 441 marek

przeniesienie zysku na następny rok

738 787 marek

kształcenie i inne cele społeczne

132 886 marek

inne cele

269 996 marek

 

Wysokość dywidendy wyniosła w większości spółdzielni kredytowych od 5 do 7%; w niektórych spadła do zera, zaś w 23 spółdzielniach wzrosła do 10 i więcej % (25,5%). Według wyliczeń Związku Powszechnego średnia stopa wyniosła 6,03%. Łączny obrót we wszystkich dziedzinach osiągnął dobrą wysokość 12,5 miliarda (wobec tylko 8 miliardów w roku 1903), zaś w pojedynczych spółdzielniach średnio 13.842.208 marek. Dużo mniejsze cyfry wykazują przeciętnie dużo młodsze spółdzielnie kredytowe Głównego Związku Niemieckich Spółdzielni Przemysłowych. Swoje dane statystyczne za rok 1908 przekazały 304 spośród 329 należących do niego spółdzielni. Zasadniczą różnicą owych młodszych spółdzielni względem tych zjednoczonych w Związku Powszechnym jest występowanie ograniczonej odpowiedzialności, do której przyznało się nie mniej niż 288 spółdzielni. […] Łączny obrót 285 spółdzielni kredytowych wyniósł w przychodach i wydatkach 1.114.961.197 marek […].

 

18. Centralne kasy spółdzielcze

Podstawowa zasada w spółdzielczej organizacji kredytowej polega na zrównoważeniu wkładów oszczędnościowych po jednej stronie z zapotrzebowaniem na pożyczki z drugiej strony. Jednak od początku jasne jest, że spółdzielnie nie mogą już rzeczywiście osiągnąć takiego zrównoważenia. Jeśli pomyślimy o liczbie spółdzielców jednej grupy zawodowej znajdującej się w niewielkiej przestrzeni, a zatem na przykład w niewielkiej miejscowości, to od samego początku będzie można powiedzieć, że, pomijając niewielkie indywidualne wahnięcia, wszyscy oni lokują i ponownie potrzebują pieniędzy mniej więcej w tym samym czasie. Z tego tytułu rzeczywiście, zwłaszcza w poprzednich latach, powstawały naprawdę poważne trudności, którym w niewielkim tylko stopniu udało się zaradzić poprzez chwilowe pobieranie pożyczek bankowych.

Wyjście z tej trudnej sytuacji byłoby możliwe na dwa sposoby. Po pierwsze, można by rozszerzyć zasięg danej spółdzielni; sprzeciwiają się temu jednak ważne spółdzielcze powody, gdyż zgodnie ze swoją istotą spółdzielnia jest właśnie takim związkiem sąsiedzkim. Po drugie, można by rozszerzyć krąg członków na miejscu, a zatem przyjmować nie tylko przedstawicieli danego zawodu, lecz wszystkich grup zawodowych. Ale także na tej drodze konieczne byłoby zrezygnowanie z pewnych zalet spółdzielni, w szczególności z przejrzystości kredytów oraz kontroli jego użytkowania przez spółdzielców z tej samej grupy zawodowej. Jest to jednak wada, którą łatwo przeważyć zaletami. Poprzez poprawienie kontroli, jak to nawiasem mówiąc okazuje się być konieczne w relacjach miejskich, można szkodę tę zminimalizować. W miastach wielorako czyni się użytek z owego środka, przynajmniej w ramach Związku Powszechnego; zaś z powodów ekonomicznych takie przemieszanie zawodowe jest bardzo zalecane, jednak zawsze z zastrzeżeniem, że nie może na tym ucierpieć bezpieczeństwo. Na wsi jednak krok ten nie daje pozytywnego wyniku: poza księdzem i nauczycielem w małych gminach wiejskich żyją tylko chłopi. Nie porzucano jednak myśli o wewnątrzlokalnym wyrównaniu także w przypadku spółdzielni wiejskich. Mamy gminy wiejskie bogate i biedne, takie, w których żniwa przypadają wcześniej i takie, gdzie ma to miejsce później; mamy gminy rolne i winogronowe, hodujące bydło i takie, gdzie podstawą jest uprawa warzyw – w nich wszystkich relacje te wyglądają nieco inaczej. Ponadto mamy nie tylko stowarzyszenia kredytowe, ale także konsumenckie, spółdzielnie mleczne i budowlane, produkcyjne i te zajmujące się zbytem – w nich wszystkich zapotrzebowanie i nadmiar pieniądza jest różny. Biorą ten fakt pod uwagę, można doprowadzić do takiego wyrównania pomiędzy poszczególnymi spółdzielniami. Pierwsze formy takiego wyrównania pomiędzy spółdzielniami były naprawdę prymitywne. Związek środkowo-frankońskich stowarzyszeń kas pożyczkowych np. zawarł umowę z pewną gazetą, że w zamian za dostarczanie ogłoszeń spółdzielni bezpłatnie ogłaszała takie właśnie ogłoszenia. Gdy jakiś związek potrzebował pieniędzy, w gazecie ukazywała się wiadomość: wioska X 1.000 marek? W sytuacji odwrotnej – gdy któryś ze związków był w tej szczęśliwej sytuacji, że mógł oddać pieniądze, ogłoszenie brzmiało: wieś Y 1.000 marek! Za pośrednictwem gazety oba związki kontaktowały się i znajdowały siebie lub nie. Takie niezręczne i niepewne porozumiewanie się nie mogło naturalnie wystarczyć na długo; szybko pomyślano o stworzeniu trwałej organizacji, która, utworzona raz, mogłaby mieć decydujący wpływ na dalszy rozwój spółdzielczości. […]

Zupełnie nowe oblicze sytuacja ta zyskała, gdy w roku 1895 Prusy wkroczyły w etap bogatego w skutki założenia półpaństwowego banku spółdzielczego. Zajmijmy się teraz losami tej organizacji.

 

a) Kasy centralne związków spółdzielczych

Ludowe banki Schulzego zbudowano na zasadzie całkowitej samopomocy, całkowitej samowystarczalności. Stale podkreśla się to w kontekście wyrównania pieniężnego, kredyt bankowy każdego rodzaju przedstawiany jest stale jako wyjście absolutnie awaryjne, którego trzeba w miarę możliwości unikać. Celowi temu służy cała polityka przyciągania „spółdzielców-wierzycieli”, polityka przemieszania grup zawodowych, stosunkowo dużego zasięgu. Pomimo to naturalnie nie jest możliwe, aby każdy bank ludowy mógł regularnie zaspokoić wszystkie roszczenia kredytowe spółdzielców. Jeśli te większe spośród nich pomagają sobie na przykład w ten sposób, że swoje weksle dają dyskontować w Banku Rzeszy, to mniejsze kontaktują się najpierw z większymi siostrzanymi instytucjami. Według Finka w każdym podzwiązku poszczególne dobrze rozwinięte spółdzielnie kredytowe, najczęściej te, które mają swoje siedziby w stolicach prowincji, starają się rozwinąć w takie małe centrale. […] W ostatnim czasie kierownictwo Związku ostrzegało […] przed kredytowaniem spółdzielni przez spółdzielnie, przynajmniej tak długo, jak spółdzielnie mające długi same są spółdzielniami udzielającymi kredyty. […] Roszczenia kredytowe spółdzielni kredytowych są jednak same tak nieobliczalne i tak znaczne, że tylko jakiś duży bank może być dla nich odpowiednim źródłem pieniędzy. Ten duży bank rzeczywiście jest do dyspozycji banków ludowych.

Już w roku 1862 Schulze-Delitzsche próbował dokonać pewnych trwałych ustaleń z szeregiem banków odnośnie przyznawania kredytów jego towarzystwom zaliczkowym. Ustalenia te zawiodły od razu podczas pierwszego kryzysu w roku 1864; właśnie wtedy potrzebne były pieniądze i właśnie wtedy banki nie mogły ich zagwarantować. I tak w roku 1865 założono […] Bank Spółdzielczy Sörgel, Parrisius und Compagnie w Berlinie. Kapitał będący w dwóch trzecich w rękach spółdzielni, wynosił początkowo tylko 750.000 marek; stopniowo podwyższono go do 36 milionów. Do głównej działalności doszła w roku 1871 jeszcze jedna bardzo zręcznie prowadzona filia we Frankfurcie nad Menem. Z bankiem powiązano w roku 1867 znakomicie funkcjonujący związek giro, którego celem było darmowe wyrównanie wierzytelności spółdzielni między sobą, i który miał uprościć inkaso weksli na miejscowości, w których mieszkali członkowie banku giro oraz obniżyć koszty. Od roku 1877 obok związku giro istnieje, będąc ściśle z nim powiązany, związek inkaso, którego członkowie zobowiązali się do inkasa weksli bez prowizji.

Ponieważ „Bank Sörgel”, jak go w skrócie nazywamy, na dłuższą metę nie znalazł jednak u spółdzielni wystarczającego wsparcia, zajął się innymi interesami, które mniej się udawały. I tak w roku 1904 musiał przypatrywać się z zakłopotaniem, jak przejmuje go Dresdner Bank. Dresdner Bank utworzył oddział spółdzielczy przyznający spółdzielniom kredyty na rachunku bankowym oraz kredyty dyskontowe. […] Pierwsza próbę wyrównania pieniężnego pomiędzy spółdzielniami wiejskimi uczynił Raiffeisen już w roku 1872 poprzez założenie „Reńskiego Banku Wiejskiego” w Neuwied, zarejestrowanego jako spółdzielnia. Otwarto dwie następne kasy regionalne, w Westfalii i Hesji, i w roku 1874 połączono je z Reńskim Bankiem tworząc „Niemiecki Generalny Bank Rolny”. Także on utworzony został jako spółdzielnia. Problemy wynikłe z jedynie jeszcze wtedy ustawowo dopuszczalnej nieograniczonej odpowiedzialności ,a także ataki ze strony Schulzego , który tworzenie banku jako spółdzielni uznał za niezgodne z ustawą, doprowadziły do tego, że Bank Generalny nie rozwijał dalej swojej działalności, w roku 1876 został przekształcony w spółkę akcyjną pod nazwą „Rolna Centralna Kasa Pożyczkowa”, (od czasu zmiany w statucie z roku 1890 z dodatkiem „dla Niemiec”). Członkami, oprócz osób fizycznych należących do zarządu i rady nadzorczej, mogły być tylko spółdzielnie prowadzone na zasadach raiffeisenowskich.

W roku 1881 dla celów wspólnego nabywania towarów Raiffeisen utworzył „Firmę Raiffeisen i Konsorcja”. Miała ona prowadzić działalność handlową, jednak nie w celu osiągnięcia zysku dla uczestników, lecz w celu zdobycia środków na rozbudowę i wspieranie spółdzielczości. Po śmierci Raiffeisena wraz z aktywami i pasywami została ona w roku 1899 przekazana do Centralnej Kasy Pożyczkowej. Ta była silnie scentralizowana; podzwiązkom zezwolono jedynie na otwieranie filii. Po przyłączeniu się przez Związek w Neuwied do kierunku Związku Darmstadzkiego rozpoczęło się sukcesywne łagodzenie owej ścisłej centralizacji; w szczególności dla zaspokojenia potrzeb kredytowych […] utworzono na bazie regionalnej „Krajowe Banki Spółdzielcze”.

Połączenie z obrotem towarowym okazało się przedsięwzięciem mało udanym. Firma Raiffeisen ulokowała swoje pieniądze w większej części w kilku przedsięwzięciach jak również miała udziały w licznych większych pojedynczych spółdzielniach. Obie działalności przyniosły Centralnej Kasie Pożyczkowej naprawdę znaczące straty. Stąd w roku 1909 ponownie oddzielono obrót towarowy od kasy pożyczkowej. […] Sama Centralna Kasa Pożyczkowa, po zbliżeniu się już wcześniej do Kasy Pruskiej poprzez „udział” w niej, przeniosła w dniu 1 stycznia 1910 r. swoją siedzibę do Berlina.

W ostatnim roku działalności starej konstrukcji, czyli w roku 1908, obrót Centralnej Kasy Pożyczkowej w dziale pieniężnym wyniósł 758 milionów marek, w dziale towarowym 71 milionów. Liczba przyłączonych spółdzielni wyniosła 4.272 z przejętym przez nie kapitałem akcyjnym w wysokości 859.060 marek. Spośród 758 milionów marek obrotu w dziale pieniężnym 337 przypada na centralę, reszta na filie. Obrót spółdzielni zakładowych w związkach wyniósł dalszych 256 milionów marek. Depozyty stowarzyszeń wyniosły na zakończenie roku 68 milionów marek, z kolei zaliczki na rachunkach bieżących na nie 50 milionów.

Zgodnie ze swoim całym tokiem rozwoju Związek Rzeszy faworyzował w pierwszym rzędzie wykształcenie organizacji regionalnych i na szczeblu krajowym; w ramach związków w poszczególnych częściach kraju […] powstały regionalne kasy centralne. Ich zadaniem jest wyrównanie pieniężne pomiędzy przyłączonymi spółdzielniami, i to nie tylko stowarzyszeniami kas oszczędnościowo-pożyczkowych, lecz także pozostałymi spółdzielniami. Właśnie na powiązaniu spółdzielni poprzez różne zadania polega ich znaczenie. Takie centralne spółdzielnie kredytowe także, ponieważ okazały się być tworami wyjątkowo udanymi, były naśladowane przez spółdzielnie rolne.

Wliczając samodzielne filie Raiffeisena w dniu 1 stycznia 1908 istniały 63 takie centralne spółdzielnie kredytowe, w większości wypadków o charakterze wiejskim. Kasy centralne o charakterze regionalnym mają konstrukcję spółdzielni z o.o. Konstrukcja ich jest zresztą naprawdę różnorodna; wysokość udziałów wynosi od 10 marek do 5.000 marek, suma odpowiedzialności (Haftsumme) od 500 do 15.000 marek, liczba członków od 9 do 1904, łączna suma odpowiedzialności od 61.000 marek do 61 milionów.

Mimo, że Pruska Centralna Kasa Spółdzielcza założona została już w roku 1895, dla kas związków Związku Rzeszy założono jeszcze jednak w roku 1902 Rolny Bank Spółdzielczy Rzeszy w Darmstadt. […]

Bank ten zatem, abstrahując od rozliczenia czekowego i inkasso, pomyślany jest jako centrala dla obrotu pieniędzmi i towarami. Z konieczności musiał się on zderzyć z Kasą Pruską, która działa tak samo jako centrala pieniężna. Po zażartych dyskusjach doszło do połączenia się, po którym Kasa Pruska zatrzymała dla siebie wyrównanie pieniężne w Prusach, zaś pozostałe kwestie pozostawiła w kompetencji Spółdzielczego Banku Rzeszy.

Spółdzielczy Bank Rzeszy założono pierwotnie jako spółdzielnię z o.o.; w roku 1907 „w interesie silniejszej prawnej organizacji i wyższej wydajności ekonomicznej” przekształcił się w spółkę akcyjną. Zgodnie z raportem za rok 1909/10 do banku przyłączyli się jako akcjonariusze: Związek Rzeszy, 13 central pieniężnych, 23 centrale towarowe oraz 11 innych członków. Kapitał podstawowy wynosi 5 milionów marek. Obrót wynosił równo 610 milionów marek, z czego 51,5 milionów przypadło na utworzoną dla obrotu towarami filię w Hamburgu. W oddziale pieniężnym znowu, jeśli chodzi o obrót na konta przypadły 154 miliony, zaś na rachunki bieżące (wraz z kontami giro członków zjednoczeń inkasso i czekowych) 295 milionów. – Transakcje towarowe także w Banku Spółdzielczym Rzeszy przynoszą straty.

 

b) Pruska Centralna Kasa Spółdzielcza

Spółdzielnia kredytowa powinna wyrównać podaż pieniądza i popyt pomiędzy swoimi członkami, tak jak z kolei kasy centralne pomiędzy poszczególnymi kasami. Obie cierpią z powodu takich samych trudności, że mianowicie jednorodność działań gospodarczych spółdzielców objawia się w ten sposób, że wysuwają oni swe roszczenia w tym samym czasie i że także w tym samym czasie dostarczają środków. Oczywiście w kasach regionalnych obejmujących większy obszar i różnego rodzaju spółdzielnie, dochodzi to do głosu nie zawsze w takiej samej mierze; jednak nie można jeszcze w ich przypadku mówić o jakimś prawdziwym wyrównaniu. […]

Prawdziwe wyrównanie miałoby miejsce tylko wtedy, gdy kasy centralne różnych związków rolniczego i przemysłowego rodzaju zebrałyby się między sobą i jednocześnie połączyłyby się z powszechnym rynkiem pieniężnym. Byłoby to bliskie idei o zaangażowania do tego ostatniego celu powszechnego niemieckiego centralnego instytucji kredytowej, Banku Rzeszy. Jednak z godnie ze swą całą konstrukcją bank ten nadaje się tylko do celów kredytów dla wielkiego przemysłu i kupieckiego; dlatego odstąpiono od jego zastosowania i założono w Prusach własny półpaństwową instytucję, mianowicie Pruską Centralną Kasę Spółdzielczą.

[…] Zadaniem owej Pruskiej Kasy miała być pomoc na rzecz stanu średniego w zawieraniu kontaktów z powszechnym obrotem pieniężnym i kredytowym. Ustawa powołująca kasę do życia unika naturalnie wieloznacznego słowa „stan średni” i mówi tylko o wspieraniu kredytu osobowego, w szczególności spółdzielczego kredytu osobowego. Jednak słowo to pada często w publikacjach urzędowych; i tak na przykład wydany z okazji dziesięciolecia istnienia memoriał na str. 13 mówi: „Ma ona być pomostem pomiędzy przepaścią dzielącą stan średni od powszechnego rynku pieniężnego, a tym samym pomóc w pogodzeniu oraz prawdziwym powiązaniu kapitału i pracy”.

Pod pojęciem stanu średniego należy rozumieć głównie owych mniejszych i średnich rolników, rzemieślników, kupców detalicznych i równe im stanem socjalnym kręgi osób, które dla prowadzenia swoich interesów zwykły kierować się nie do instytucji bankowych, lecz do spółdzielni lub komunalnych kas oszczędnościowych. Kasa Pruska chce im służyć jako duży bank. […]

Zgodnie z § 1 ustawy odnośnie utworzenia centralnej instytucji dla wspierania spółdzielczego kredytu osobowego z dnia 31 lipca 1895 r. pozostająca pod nadzorem i kierownictwem państwa „Pruska Centralna Kasa Spółdzielcza” w Berlinie powinna służyć wspieraniu kredytu osobowego, w szczególności spółdzielczego kredytu osobowego. Instytucja ta jest zgodnie z § 2 uprawniona do prowadzenia następujących interesów:

  1. Udzielanie oprocentowanych pożyczek

a) takim zrzeszeniom i kasom związku zarejestrowanych spółdzielni przemysłowych i ekonomicznych, które mogą pod swoją nazwą skarżyć i być skarżone przed sądem,

b) rolnym kasom pożyczkowym przeznaczonym dla wspierania kredytu osobowego,

c) takim samym instytucjom założonym przez prowincje (wiejskie związki komunalne).

  1. Przyjmowanie pieniędzy za oprocentowaniem od zrzeszeń i in. instytucji pomyślanych w pkt. 1.

 

Do wypełnienia tych zadań instytucję tę uprawniono do przeprowadzania części zwykłych bankowych transakcji (przyjmowanie pieniędzy w obrocie depozytowym i czekowym oraz jako wkłady oszczędnościowe, transakcje wekslowe, skup i sprzedaż papierów wartościowych na zlecenie przynależnych osobowości prawnych i fizycznych, transakcje lombardowe itd.). Na podstawie dalszych ustaleń ustawy kasa podjęła także transakcje z publicznymi kasami oszczędnościowymi, zaś od 1 stycznia 1900 na podstawie artykułu 76 ustawy wykonawczej do kodeksu cywilnego z dnia 20 września 1899 może się w niej odbyć inwestowanie pieniędzy podopiecznego, na podstawie artykułu 85 zdeponowanie papierów wartościowych. Instytucją tą zarządza dyrektorium, reprezentuje ją także na zewnątrz. Dyrektorium składające się z prezesa i niezbędnej liczby członków powoływane jest na propozycję ministerstwa państwa przez króla na całe życie. Swoje decyzje dyrektorium powołuje na zasadzie większości głosów, jednak w swoim działaniu musi przestrzegać przepisów i wskazówek władz nadzoru. Jako doradca służy komisja rzeczoznawców. Państwo zagwarantowało tej instytucji jako kapitał zakładowy wkład wysokości 5 milionów marek […]; dotację tę podwyższono ustawą uzupełniającą z dnia 8 czerwca 1896 na 20 milionów, ustawą z 20 kwietnia 1898 na 50 milionów, zaś następna ustawą z dnia 13 lipca 1909 na 75 milionów. Od dnia 1 kwietnia 1905, jak dopuszcza to ustawa z dnia 31 lipca 1895, udział w niej poprzez wkłady ma pewna liczba kas związku, które dzięki temu mają się zbliżyć do Kasy Pruskiej. Łączny kapitał zakładowy składający się z wkładów państwa oraz kas związku wyniósł w dniu 31 marca 1910 r. 76,4 mln marek. Wykorzystanie czystego zysku reguluje obecnie ustawa z dnia 13 lipca 1909 w ten sposób, że z zastrzeżeniem szczególnych rezerw (Rückstellung) przeznaczyć trzeba najpierw 1/5 (wcześniej była to połowa) na utworzenie funduszu rezerwowego (Reservefonds), 4/5 na oprocentowanie wkładów do 3%, nadwyżkę na oprocentowanie wpłaconych przez stowarzyszenia wkładów majątkowych oraz na oprocentowanie podwyższenia kapitału w wysokości 25 milionów do 3½% oraz dalszą nadwyżkę ponownie na fundusz rezerwowy.

W przypadku przyznania pożyczek spółdzielniom (nie interesują nas tu kontakty Kasy Pruskiej z innymi instytucjami kredytowymi) przebiega to w ten sposób, że w oryginalny sposób uwzględniany jest szczególny charakter owych kas. Kasa nie kontaktuje się z poszczególnymi spółdzielniami (pomijając kilka specjalnych wyjątków), lecz z kasami związku. W przypadku kas związkowych skonstruowanych jak spółki akcyjne, jak na przykład w przypadku Rolnej Centralnej Kasy Pożyczkowej dla Niemiec, ustalanie wysokości (wymierzanie) kredytu nie wykazuje cech szczególnych; Kasa Pruska ustala im kredyt na podstawie czystego majątku wynikającego z ostatniego bilansu danej spółki. Jeśli z kolei kasy związku, jak to jest w przypadku przeważającej liczby, są spółdzielniami, to przy ustalaniu kredytu podstawą są sumy poręczania (Haftsummen) lub obowiązek poręczania spółdzielców zjednoczonych w takiej zrzeszonej spółdzielni. Przy pomocy takiego poręczenia (Beleihung) [podać bankowi jako zabezpieczenie nieruchomość lub dom i otrzymać za to pieniądze] Pruska Kasa jako pierwsza wkroczyła na nowe drogi. Uważała się za zmuszoną do tego kroku, skoro rzeczywiście chciała służyć spółdzielniom stanu średniego, w szczególności spółdzielniom małych rolników i rzemieślników, ponieważ majątek własny (depozyty i rezerwy) był zbyt mały, aby budować na nim kredyt wystarczającej wielkości. Kasa Pruska nie przestaje jednak obstawać przy stałym pomnażaniu majątku własnego kas kredytowych. […]

Jako rzecz oczywistą należy wspomnieć, że Kasa Pruska poza owym kredytem blanko na poręczenie może także w szczególnych przypadkach udzielić dalszych kredytów na specjalne zabezpieczenia; jednak pomiędzy owymi specjalnymi zabezpieczeniami i kredytami bazującymi na sumach poręczenia musi stale być utrzymany „odpowiedni stosunek”.

Jak wiemy, Kasa Pruska została założona z dwóch powodów – dla bankowo-technicznego wyrównania pieniężnego i przyłączenia stanu średniego do powszechnego rynku pieniężnego, oraz z powodów społeczno-politycznych dla taniego pozyskiwania pieniędzy przez obsługiwane przez nią kręgi ludowe. Okazało się, że w ramach pierwotnie tak pojmowanego rozwiązania nie da się pogodzić tych dwóch zadań. Kasa Pruska na pierwszym miejscu pierwotnie stawiała zadania społeczno-polityczne i chciała udzielać niezwykle tanich pożyczek. Za pożyczkę na rachunku bieżącym, które pierwotnie znacznie przeważały, żądała do roku 1897 3%, następnie 3½% i z takim oprocentowaniem, z jedynym wyjątkiem roku 1902, pozostawała stale poniżej średniej stopy dyskontowej Banku Rzeszy, która (licząc rok obrachunkowy Kasy Pruskiej od 1 kwietnia do 31 marca) np. w roku 1899 wzrosła do 5,24%, zaś w roku 1907 do 6,01%. Wiadomo, że chwilowo stopa dyskontowa Banku Rzeszy była jeszcze wyższa, i tak w listopadzie 1907 r. wyniosła nawet 7,5%. Nawet Berliński dyskont prywatny był nierzadko dużo wyższy od stałej stopy procentowej Kasy Pruskiej. I tak bliskie było niebezpieczeństwo, że najpierw kasy związku, następnie jednak także poszczególne spółdzielnie ulec pokusie spekulowania tanim pieniądzem z Kasy. Takie wypadki miały czasem też miejsce; podobno jakaś kasa związku ulokowała te pożyczki w wekslach zagranicznych.

Jest to w każdym razie sprzeniewierzenie, które w dużym stopniu można wyeliminować poprzez surowe kontrole. Zaprowadzona […] polityka stałych i niezwykle niskich stóp procentowych okazała się jeszcze bardziej bezpośrednio jako niebezpieczna. Niskie oprocentowanie pożyczek miało odwrotną stronę medalu, czyli jeszcze niższą stopę oprocentowania dla wkładów (do roku 1908 2½%). Jednak Kasa Pruska musiała przecież liczyć na owe wkłady; miała ona przecież nie tylko pożyczać pieniądze, miała być nie tylko pompą, lecz także instytucją wyrównującą, możliwością inwestowania nadwyżek finansowych. Niskie oprocentowanie lokat bardzo to utrudniało. Jeśli Kasa Pruska za pożyczki pobiera tylko 3½%, to przy różnicy oprocentowania w wysokości tylko ½% może, dawać regionalnym kasom głównym za ich wkłady na rachunku bieżącym jedynie najwyżej 3%. Jednak kasy główne otrzymują przecież pieniądze znowu od spółdzielni a te od swoich członków; kasa główna i spółdzielnie chcą i muszą także jeszcze coś zarobić, a w ten sposób w końcu pojedynczy spółdzielca nie otrzymałby procentu, który mógłby uznać za wystarczający. Na skutek tego kasy główne, jak i spółdzielnie musiałyby dla swoich wkładów szukać innych lepiej działających instytucji do inwestowania, co ostatecznie spowoduje zahamowanie strumienia pieniędzy do Kasy Pruskiej i zahamowanie procesu wyrównywania. Oczywiście istniałoby jeszcze takie wyjście, którego częstokroć żądali dobrzy ludzie i źli muzycy, mianowicie stałe podwyższanie kapitału Kasy Pruskiej. Rzeczywiście nie używała ona do tej pory swoich 50 milionów wiana wcale do udzielania pożyczek, lecz jako rezerwy. Łatwo przewidzieć, że każde podwyższenie środków na ten cel byłby też jedynie próbą napełnienia beczki Danaid. Problem uległby jedynie przesunięciu, nie zaś rozwiązaniu.

Jak zatem wygląda kwestia podłączenia się do powszechnego rynku pieniężnego, przy czym Kasa Pruska powinna pośredniczyć? Powszechny rynek pieniężny nie uwzględnia właśnie specjalnych, wyimaginowanych czy też rzeczywistych, potrzeb spółdzielni, z powodu wszystkich kryzysów i zachwiań nie chce oddawać do dyspozycji na niezmienny procent w wysokości 3½ %. […] Jeśli chciało się pieniędzy, to nie pozostało nic innego, jak tylko podłączyć się pod powszechny rynek pieniężny i jego wymogi zarówno odnośnie polityki oprocentowania, jak i płynności dokumentów, i na to zdecydowała się Kasa Pruska, naturalnie znowu pod najsilniejszym protestem większej części zaangażowanych gremiów. Kasa przeszła do dzielenia kredytu; jednej części udzielała, jak dotychczas, jako kredytu blanko na stały procent w wysokości 3½, drugiej części jednak wyłącznie na weksle.

Weksle, na które Kasa Pruska zatem obecnie udziela kredytu, są z reguły trasowane przez kasę związku na jedną z należącej do niej spółdzielni i przez nią akceptowany. Poprzez ewentualne redyskontowanie owych weksli Kasa Pruska jest w stanie znowu udostępnić część udzielonego przez nią kredytu. Dla owych weksli oblicza się stopę dyskontową, która wynosi ¼% poniżej oficjalnego dyskonta Banku Rzeszy, jak długo on sam nie wynosi 3¼% i mniej; kasy związku, które złożyły deklarację o wyłączności, płacą nawet ½% poniżej oficjalnego dyskonta Banku Rzeszy, jednakże co najmniej ¼% powyżej stopy dyskonta prywatnego Giełdy Berlińskiej. Ponadto wszystkie konta wbrew panującym w bankowości zwyczajom prowadzone są bez prowizji.

Stopy procentowa płacone w rzeczywistości przez kasy związku kierują się jednak, jak już wspominaliśmy, także zakresem kontaktów z Kasą Pruską. Kasa Pruska jest zdania, że żądane przez ustawodawcę, możliwie dalekosiężne wyrównanie kapitałów pod kasami związku i należącymi do niech spółdzielni osiągnięte zostanie dopiero wtedy, gdy Kasa Pruska, jak i kasy związku, używane będą nie tylko do pobierania kredytu, lecz także gdy lokowane w nich będą stale i bez wyjątku wszystkie nadwyżki przynależnych do nich kręgów. Kredyt na procent preferencyjny udzielany jest z reguły tylko takim kasom związku i tylko takim zrzeszonym w nich spółdzielniom, które się zobowiążą do wpłacenia na konto kasy związku lub Kasy Pruskiej wszystkich kapitałów, które nie znajdą zastosowania w przepisowym ruchu z własnymi członkami w ramach ustalonych dla nich granic kredytu lub na nabycie ta zwanych Güterzieler? Odwrotnie – deklaracja wyłączności względem wzięcia kredytu w Kasie Pruskiej jest dla nich w najwyższym stopniu pożądana, ba – konieczna, ponieważ inaczej Beleihung (podać bankowi jako zabezpieczenie nieruchomość, lub dom i otrzymać za to pieniądze) sumy poręczenia nie zapewni wyliczonego zabezpieczenia; w przypadku odmowy czuje się ona zmuszona do odpowiedniego obcięcia kredytu, jak to przedstawialiśmy już w innym kontekście. Wyniosły [tabela 8 – przyp. red.]:

 

[Tabela 8.]

W ciągu roku

(1 kwietnia – 31 marca)

Stopy procentowe Kasy Pruskiej

Stopy procentowe rynku pieniężnego

Stopy procentowe średnie i preferencyjne

Stopy procentowe średnie w lombardzie %

a) w Banku Rzeszy

b) stopy dyskonta prywatnego Giełdy Berlińskiej %

Na rachunku bieżącym

W obrocie wekslowym %

Stopa dyskonta wekslowego %

Stopa dyskonta lombardowego %

Dla depozytów %

Dla pożyczek %

1907

3

3,5

5,38

7,01

6,01

7,01

5,02

1908

3

3,5

3,67

5,17

4,17

5,17

2,94

1909

3

3,5

3,66

5,07

4,01

5,07

3,07

 

Pomijając obrót z ustawowo do tego przeznaczonymi kasami związku itd. Kasa Pruska musi, jak każdy duży bank, prowadzić jeszcze pewną ilość dalszych transakcji, aby w każdej chwili móc stworzyć leżące w naturze rzeczy powiązanie pomiędzy transakcjami aktywnymi i pasywnymi. Nie zawsze pieniądze pochodzące kręgów spółdzielczych można ponownie ulokować w spółdzielniach; tak samo pielęgnowane musi być powiązanie z powszechnym rynkiem pieniężnym, które przecież jest istotnym zadaniem Kasy Pruskiej, aby przykładowo z chwilowo tańszej stopy procentowej rynku pieniężnego wyciągnąć korzyść dla spółdzielców. Stąd Kasa Pruska dbała o przyciągnięcie obcych pieniędzy i odpowiednio do tego o staranne pielęgnowanie obrotu giro i czekowego. Charakter owych depozytów jak niezwykle silne wahnięcia w codziennych żądaniach i przypływach finansów czynią jednak jeszcze koniecznym prowadzenie różnego rodzaju interesów pobocznych. Zgodnie z dziesięcioletnim memoriałem owe interesy poboczne (redyskontowanie weksli, aktywne i pasywne transakcje pożyczkowe, skup i sprzedaż papierów wartościowych i weksli, zużytkowanie własnych akceptów) gorliwie są prowadzone, w tym też celu dyrektorium zaleca codzienną wizytę na Berlińskiej Giełdzie. W ten sposób Kasie Pruskiej udało się sprostać zawsze niezwykłym stawianym jej żądaniom. W końcu roku budżetowego 1909 (31 marca 1910) jej powiązania w interesach rozciągały się na: 52 zrzeszenia i kasy związku zarejestrowanych spółdzielni przemysłowych i ekonomicznych, 8 kas pożyczkowych (landschaftliche), 6 instytucji założonych w regionach (wiejskich związkach komunalnych), 744 publiczne kasy oszczędnościowe i komunalne, 495 pojedynczych firm, osób, spółdzielni itd., 189 publicznych kas różnego rodzaju, pojedynczych osób, opiekunów itd. Łączny obrót wyniósł nieco ponad 15 miliardów marek […].

Spośród 52 stowarzyszeń i kas związków będących w ruchu finansowym z Kasą Pruską tylko jedna (Rolna Centralna Kasa Pożyczkowa dla Niemiec) nie jest instytucją spółdzielczą, lecz spółką akcyjną. Zjednoczyło się w nich 12.090 spółdzielni z 1.274.001 członkiem. Przeważająco miejski charakter miało 19 kas związku z 534 spółdzielniami i 149.241 członkiem, wiejski charakter miały 33 kasy związku z 11.556 spółdzielniami i 1.124.760 członkami.

Znacznie przeważająca część pruskich spółdzielni, przy czym rolne niemal w całości, mają zatem powiązania z Kasą Pruską; zasadniczo (oprócz dwóch podzwiązków) tylko związek Schulzego stoi ze znanych powodów z boku. W obu głównych formach przyznawano kredyt [tabela 9 – przyp. red.]:

 

[Tabela 9.]

 

na podstawie poręczenia

na specjalne zabezpieczenia

na rachunku bieżącym

29 220800 marek

1 673 700 marek

kredyt dyskontowy

69 265 500 marek

12 071 000 marek

 

Tym samym kasy związku miały do dyspozycji łącznie kredyt w wysokości 112.231.000 marek. Rzeczywiście w obrocie na rachunku bieżącym (wraz z obrotem lombardowym) w roku 1909 suma pożyczek wyniosła 562.235.976 marek, spłaty i wpłaty wyniosły 546.386.658 marek. W kredycie dyskontowym, z którego użytek zrobiło 41 kas związku, dyskontowanie wyniosło w obrębie roku budżetowego 111.917.403 marki. Odpowiednio do niewielkich liczb udział miejskich kas związku w obrocie z Kasą Pruską jest także mniejszy. I tak przyznano [tabela 10 – przyp. red.]:

 

[Tabela 10.]

 

kredyt dyskontowy

na rachunku bieżącym

do wiejskich kas związku

71 113 700 marek

28 321 900 marek

do miejskich kas związku

10 222 800 marek

2 572 600 marek

 

Można jednak stwierdzić, że miejskie kasy związku zużytkowały przyznane kredytu w o wiele większym stopniu niż kasy wiejskie. Średnie roczne saldo zadłużenia dziennego wyniosło: w miejskich kasach związku 9.073.022 marek, czyli 69,63% przyznanego kredytu; w wiejskich kasach związku 21.835.657 marek, czyli 25,15% przyznanego kredytu. Jeśli saldo zadłużenia dziennego porównamy z liczbą członków, to dla członków miejskich kas związku otrzymamy saldo równo 62, zaś dla wiejskich równo 19 marek.

Mimo to skargi kas rzemieślników na politykę Kasy Pruskiej nie ustają. Dotyczą one spółdzielni miejskich, które ani nie przejmują nieograniczonej odpowiedzialności, ani nie mogą zrezygnować z obrotu z innymi bankami, na skutek czego pozycja ich jest gorsza od spółdzielni wiejskich, które robią i to i to; ponadto atakuje się preferencyjne stopy procentowe Kasy Pruskiej, jak również wreszcie przeważające prace kasy Pruskiej z takimi kasami, które utworzono ze spółdzielni, podczas gdy stosunkom miejskiego stanu średniego bardziej odpowiadałoby utworzenie spółek z ograniczoną odpowiedzialnością albo nawet spółek akcyjnych, z których w kasie związku można by tolerować jedną lub dwie. Zmiana owych założeń oznaczałaby naturalnie nie mniej, niż całkowitą zmianę dotychczasowej konstrukcji i polityki Kasy Pruskiej; przy tych żądaniach przeoczono chyba fakt, że zadaniem Kasy Pruskiej jest bycie instytucją nie tylko kredytową, lecz wyrównującą. Myśl, że każdy może uzyskać kredyt w dowolnej wysokości, jest nadinterpretacją idei pomocy państwa, co może się gorzko zemścić. Kasa Pruska właśnie nie może rozwiązać „kwestii stanu średniego”, a jeszcze mniej jest predestynowana do rozwiązywania „kwestii agrarnej”; musi liczyć się ze stosunkami ekonomicznymi, w których się znajduje. Jeśli w rolnictwie świadczone przez nią zasługi są bardziej doceniane, niż w stanie średnim, to polega to właśnie na tym, że rolnicy o wiele lepiej niż rzemieślnicy nauczyli się budować system kredytowania, którego ostatnim ukoronowaniem może być tylko Kasa Pruska.

 

c) Kasy związku wspierane przez państwo

Mimo wielkiego sukcesu Pruskiej Centralnej Kasy Spółdzielczej nie znalazła ona bezpośrednich naśladowców w innych niemieckich państwach; wiele państw wspierało jednak kredyt spółdzielczy w innej formie. Bawarska Centralna Kasa Spółdzielcza została założona jako zarejestrowana spółdzielnia z ograniczoną odpowiedzialnością; w końcu roku 1909 należało do niej 2157 członków, wśród nich 2017 stowarzyszeń pożyczkowych. Przy jej założeniu w roku 1893 otrzymała od państwa nie oprocentowaną zaliczkę zakładową w wysokości 100.000 marek. Gdy korzystanie ze środków pieniężnych tej kasy znacznie wzrosło, ustawa z 24 stycznia 1898 r. uprawniał państwo do udzielenia jej zależnie od zapotrzebowania dalszej zaliczki w wysokości 1.900.000 marek na 3%, z możliwością wypowiedzenia w każdej chwili. Dalsze poparcie Kasa otrzymała w ten sposób, że przyznano jej obrót na rachunku bankowym z Bankiem Królewskim na szczególnie korzystnych warunkach; otrzymała kredyt (pokryty całkowicie papierami wartościowymi) w maksymalnej wysokości 1.000.000 marek oprocentowany 1% poniżej zwykłej stopy oprocentowania tego typu kredytów Banku Królewskiego, jednak minimalne oprocentowanie wynosiło 3%. Ustawą z dnia 1 lipca 1900 przyznano Centralnej Kasie Pożyczkowej dalsze 2 miliony na 3%, z założeniem, że jeden milion o takim samym oprocentowaniu ma być do dyspozycji Środkowo-Frankońskiej Powiatowej Kasie Pożyczkowej, i że nie można było owego kredytu wypowiedzieć bez zezwolenia państwa. Centralna Kasa Pożyczkowa wielokrotnie korzystała z tych zaliczek zakładowych. W dniu 1 stycznia 1909 pobrała zaliczkę w kwocie 2.800.000 marek, w dniu 31 stycznia spłaciła 2.500.000, zaś we wrześniu podjęła znowu 400.000 marek.

Bawarska Centralna Kasa Rzemieślniczo-Spółdzielcza, także zarejestrowana jako spółdzielnia z ograniczoną odpowiedzialnością, dla wzmocnienia swoich środków zakładowych przyjęła od państwa zaliczkę w kwocie 760.000 marek, z czego 500.000 marek na 3%, zaś 260.000 marek na 2%.

Wiejska Kasa Spółdzielcza dla Królestwa Saksonii, zarejestrowana jako spółdzielnia z ograniczoną odpowiedzialnością, tworząca centralę dla spółdzielni rolnych, nie cieszy się bezpośrednim wsparciem państwa. Jednak za pośrednictwem stanów wiejskich państwo oddało do jej dyspozycji 3.000.000 marek, których zatwierdzenie na rzecz spółdzielni następuje za pośrednictwem kasy za przejęciem poręczenia na rzeczywistą spłatę. Kasa otrzymuje w tym celu 1% gwarancji; spółdzielnie otrzymują pieniądze na 2½%. W końcu roku 1909 pożyczono z tej kwoty 2.609.050 marek.

 

19. Spółdzielczy kredyt hipoteczny

Mówiliśmy już o tym, że spółdzielnie Raiffeisena w sposób właściwie niedopuszczalny kiedyś wielokrotnie udzielały także kredytu realnego, że także obecnie wiele kas oszczędnościowo-pożyczkowych udziela kredytu hipotecznego. Niedopuszczalne jest to o tyle, że transakcja pasywna spółdzielni kredytowych nie zezwala na taką transakcję aktywną bez zagrożenia. Spółdzielnie otrzymują swoje środki zakładowe w formie krótkoterminowych wkładów oszczędnościowych oraz depozytów i dlatego wolno im zgodnie z ogólnymi zasadami bankowymi wypożyczać także jedynie na krótkie terminy. Możliwe jest jednak uczynienie dużego i bardzo pewnego kapitału tkwiącego w nieruchomościach jako podstawy również dla spółdzielczego obrotu kredytowego, który wtedy, także w transakcjach aktywnych, spokojnie może przyjąć formę długoterminowego kredytu hipotecznego. Myśl ta jest tak jasna, że bardzo wcześnie została zrealizowana, mianowicie już w wieku XVIII w Prusach. Powrót do niej trwał później rzeczywiście dość długo.

Z inicjatywy kupca Büringa Fryderyk II w zarządzeniu swojego gabinetu z dnia 29 sierpnia 1769 r. zaakceptował plan powszechnego zorganizowania stanów rycerskich wszystkich śląskich księstw w jeden związek kredytowy jednoczący całą prowincję. Był to pierwszy tak zwany Landschaft. Oto podstawowa myśl tej organizacji: przedtem naprzeciwko pojedynczego dłużnika stał pojedynczy wierzyciel; jako zabezpieczenie swojej wierzytelności otrzymywał on indywidualną hipotekę na majątku dłużnika. Teraz w miejsce owego pojedynczego dłużnika występuje Landschaft, czyli wspólnota lub spółdzielnia rolników. Landschaft wydaje listy zastawne po kursie giełdowym opiewające na właściciela. Owe listy zastawne mają pokrycie w hipotece na rzecz Landschaftu, majątek i rezerwy Landschaftu oraz depozyty amortyzujące dłużnika. W przypadku dawnych Landschaftów, i to jest dla nas ważne, dochodzi jeszcze generalna gwarancja strony związanej kredytem, tzn. odpowiedzialność solidarna majątków należących do Landschaftu. Owej gwarancji generalnej podlegają w Marchii i Nowym Pomorzu Przednim wszystkie zastawione majątki, w Prusach Wschodnich i Zachodnich, na Śląsku i na Pomorzu wszystkie majątki zdolne do zastawienia, nawet gdy wcale nie ubiegają się o kredyt Landschaftu. Z powodu problemów ustawodawczych dla nowszych Landschaftów nie można było przeforsować owej odpowiedzialności solidarnej, jednak niektóre Landschafty (Saksonia, Westfalia) nakładają na stronę związaną kredytem ograniczony obowiązek dopłaty w wysokości 5–10% ich długu, co także wykazuje cechy spółdzielczości. Przede wszystkim jednak młodsze Landschafty korzystają także z kredytu tych starszych. – W praktyce dzieje się tak, że jeśli jakiś zdolny do zastawu majątek Landschaftu składa wniosek o pożyczkę, instytucja ta najpierw przyjmuje bardzo dokładną Taxe (kurs giełdowy). Jak wiadomo są one w najwyższym stopniu ostrożne i przyczyniły się do dobrej sławy Landschaftów. Oddają one z owej Taxe część, zazwyczaj dwie trzecie wartości, jako pożyczkę, za co można dać jakąś hipotekę. Pożyczki nie udziela w gotówce, lecz w listach zastawnych, które pożyczkobiorca sprzedaje (Hannover daje gotówkę). Dzięki pewnej podstawie i ostrożnej Taxe listy zastawne są, jak wiadomo, niezwykle cenionym środkiem jako papier inwestycyjny. Na skutek tego pożyczkobiorcy mogą otrzymać pożądane pożyczki łatwiej i taniej, niż gdyby ze swoimi żądaniami na rynku pieniężnym występowali pojedynczo. Obecnie Landschafty starają się wszędzie zwrócić się ze swoją działalnością w kierunku majątków małorolnych. Nie zachwieje to bezpieczeństwem instytucji rolniczych, ponieważ instytucje chłopskie okazały się być bardziej odporne na kryzysy, niż wielkie majątki i ponieważ w przypadku upadłości łatwiej można je sprzedać. Jeśli w ostatnich czasach w ogóle chce się przeforsować rozciągnięcie spółdzielczych zasad Landschaftu na kredyt gruntowy (Grundkredit), to odnośnie listów zastawnych pewne ograniczenie powoduje ustawa o bankach hipotecznych z dnia 13 lipca 1899, która w § 2 zarejestrowanym spółdzielniom oraz spółkom z nieograniczoną odpowiedzialnością zakazuje prowadzenia transakcji listami zastawnymi. Nowe instytucje musiałyby stąd przyjąć formę prawną spółki akcyjnej lub stowarzyszenia na podstawie § 22 kc.

Jednak przed uchwaleniem ustawy o banku hipotecznym założony został w Monachium „Bawarski Bank Rolny”, zarejestrowany jako spółdzielnia z ograniczoną odpowiedzialnością, który powstał w roku 1896. Jako swój cel wymienia przyznawanie pożyczek spółdzielcom, i udziela zgodnie ze swoimi statutami na preferencyjnych warunkach niemożliwych do wypowiedzenia (unkündbare) pożyczek za roczną amortyzację pod hipotekę na własności ziemskiej rolnej lub leśnej, zaś gminom także bez hipoteki. Tylko w wyjątkowych okolicznościach mają być udzielane także możliwe do wypowiedzenia (kündbare) pożyczki bez amortyzacji na hipoteki. Udział firmowy wynosi 100 marek, suma poręczenia 1.000 marek. W przypadku przyjęcia pożyczki wyższej niż 5.000 marek trzeba na każde 5.000 nabyć następny udział. Spółdzielcy nie wolno posiadać więcej niż 200 udziałów. Środki zakładowe zdobywa się poprzez udziały, wydawanie listów zastawnych i obligacji, jak również przez dotacje i zaliczki od państwa. Państwo ma prawo nadzorować dyrekcję banku przez osobę królewskiego komisarza. Zgodnie z ostatnim raportem z działalności (z roku 1909) bank miał 17 165 członków z 34.789 udziałami. Zgodnie z bilansem z roku 1909 pożyczył 111 milionów marek w hipotekach oraz 14 milionów marek w pożyczkach komunalnych. Po stronie pasywów jako główne pozycje stało za to 106 milionów listów zastawnych oraz 12,5 miliona obligacji komunalnych. Rezerwy wyniosły ponad 900.000 marek. Państwo udzieliło zaliczki zakładowej w wysokości 5 milionów, z czego 1 milion bez oprocentowania, zaś 4 miliony na 3%. Czysty zysk był tak duży, że poza statutowymi przekazami w wysokości 10% na rezerwę oraz 4% oprocentowania udziałów można było obficie zasilić jeszcze fundusze emerytalne, fundusze rezerwowe na nieruchomości, fundusze rezerwowe na talony podatkowe oraz specjalne fundusze rezerwowe. Instytut służy dobrze także swojemu właściwemu celowi, czyli wspieraniu chłopskiego kredytu hipotecznego. 20.114 pożyczek zastawnych udzielonych od czasu jego istnienia[…] w wysokości 131.283.100 […] ponad 4/5 tej liczby i ponad połowę tej sumy pożyczono w małych kwotach do 10.000 marek.

Prawdopodobne jest zastosowanie sprawdzonej dla rolnictwa w ciągu stuletnich doświadczeń formy spółdzielczego kredytu hipotecznego także w odniesieniu do nieruchomości miejskich. W rzeczy samej od roku 1868, kiedy to do życia powołano „Berliński Instytut Zastawowy”, utworzono cały szereg takich zastawnych instytucji na zasadzie wzajemności, które jednak skonstruowane są obecnie jako osoby prawne zgodnie z § 22 kc. Ich skutki są jednak niewielkie; powody wewnętrzne (jak brak kapitału zakładowego) i takie, które leżą w naturze miejskich nieruchomości (niepewność Taxen, wahania wartości, Unständigkeit, „właścicieli domów”) przyczyniają się w taki sam sposób do takiego wyniku. Jednak agitacja za takimi „miejskimi Landschaftami” nie słabnie.

Partnerzy:

kasa-stefczyka

wsieci 27022014 

skef 

skok logo rgb2

logo FES 

 

Nasza witryna do poprawnego funkcjonowania używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj wiecej polityka prywatnosci.

Zaakceptuj cookies na tej stronie.